All posts by Alice_Spencer_96

🩸ROZDZIAŁ 5🩸

Myśli kotłujące się w jej głowie były wyjątkowo niejasne, mętne i mało klarowne, koncentrowały się jedynie na wyjątkowo nieprzyjemnym, bolesnym pieczeniu w przełyku i okolicy mostka, oraz  męczącej, swędzącej pustce w żołądku. – Czy chciałabyś stąd wyjść na zewnątrz, żeby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza? – zaproponował, zabierając dłonie z jej twarzy. Nie powinnaś tu być, bo zatłoczone miejsca takie jak to, jeszcze bardziej utrudniają ci utrzymanie kontroli. 

– Ale ja naprawdę czuję się dobrze. Nic mi nie jest – zapewniła go. Chcąc go uspokoić posłała mu krzywy i słaby uśmiech, który nie sięgał jej oczu, ale za to w pełnej krasie ukazywał jej obnażone kły, które nadal nie pozostawały schowane i wyglądały dość upiornie. 

– Naprawdę?

– Mmm hmm. – Pokiwała głową. 

 – Nie odczuwasz żadnego bólu głowy? Twój żołądek nie zaciska się z głodu? Nie czujesz się oszołomiona, niespokojna ani zrzędliwa, jakby ktoś spojrzał na ciebie w niewłaściwy sposób, a ty mogłabyś po prostu oderwać mu głowę?

Bolały ją korzenie zębów, dziąsła nadal dotkliwie swędziały, a szczękę przeszył dotkliwy spazm. Ból jaki spowodowały cofające się kły, był co prawda krótkotrwały, ale na tyle intensywny, że prawie w jej oczach pojawiły się łzy kiedy jej nowe psie zęby z niemałym wysiłkiem cofnęły z dźwiękiem przywodzącym na myśl kliknięcie i zniknęły w dziąsłach.

Nadia bezwiednie przyłożyła dłoń do brzucha, I zebrała w sobie wszystkie siły, jakie miała, starając się nie koncentrować na bólu, który rozlewał się falami po całym jej ciele wraz z każdym oddechem, który zaczerpnęła. Przez jedno głuche uderzenienie jej serca, zmieniającego tętno i bijącego tak szybko, jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej, ból zmienił już swój charakter. Teraz stał się ostry i palący oraz zdawał się promieniować już nie z żołądka, ale z każdej cząstki ciała, jakby wszystkie zakończenia nerwów stanęły w ogniu i spalały się.

– Czy mógłbyś, proszę przestać? Już samo to, że słyszę te  wokół mnie wszystkie bijące serca i czuję zapach krwi, sprawia, że mam ochotę urwać tym ludziom głowy i napić się ciepłej, słodkiej I gęstej krwi prosto z wnętrza ich ciał. 

Chociaż po upływie kilkunastu sekund tortury nie zelżały ani odrobinę – wręcz przeciwnie, stały się jeszcze silniejsze, zaczęła rozwijać w sobie nową zwiększoną wrażliwość, dzięki której dawało się ocenić każdy przenikający jej żyły płomień z osobna. We wnętrzu szalejącego w niej pożaru usłyszała nagle rytm pulsu i uświadomiła sobie z lekkim opóźnieniem, że znalazła swoje serce – akurat w takiej chwili, że zaraz gorzko tego pożałowała.

– Właśnie dokładnie o tym mówię. Chcesz wiedzieć, jak to się nazywa? To się nazywa GŁÓD i będzie się tylko pogarszać z każdą minutą, w której będziesz udawać, że cię nie kontroluje. 

– Tylko co to w ogóle znaczy? 

– Czy przedtem, jak tutaj przyszłaś, do tego klubu, pożywiłaś się? – zapytał Samuel przyglądając się jej uważnie.  – To bardzo ważne pytanie, więc chcę żebyś mi na nie szczerze odpowiedziała. 

Nadia gromadząc całą siłę jaką w sobie miała gwałtownie wciągnęła powietrze przez nos, gdyż zabrakło jej tchu, a następnie odsunęła się od niego. 

Nadal mogła czuć głód czający się tuż pod powierzchnią skóry, zdający się tętnić i pulsować w wargach, skroniach i żyłach, czekający aby urosnąć. Ukryta w niej wampirzyca przechadzała się po jej ciele Nadia czuła ją we krwi wrzącej w jej żyłach. Wibrowała w pulsie uderzającym gwałtownie i sercu, które waliło jak oszalałe, nienasycone, tłukło się próbując się jej przeciwstawić.

– Pożywiłam? – Ale… Ja chyba nie rozumiem o co ci chodzi – odparła wyraźnie skonfundowana, o czym świadczyły zmieszanie, skołowanie i zagubienie słyszalne w jej głosie. – Czym dokładnie pożywiłam?

– Mam na myśli to, czy piłaś już ludzką krew? Jeśli jej nie dostaniesz, będzie ci jej brakowało, aż do fizycznego bólu. 

– Jestem wampirem dopiero od kilku dni – powiedziała, zwilżyła spierzchnięte usta językiem, ale to nie przyniosło jej żadnej ulgi. – Przez ten czas próbowałam pić szpitalną krew w torebkach, do czego zachęcał mnie mój, pożal się Boże, Mistrz, jak kazał mi się nazywać. 

– A ty to robiłaś, jak mniemam? 

– Raczej próbowałam to robić – powiedziała z głosem zabarwionym lekkim wstydem, rumieniąc się od niechcenia aż po uszy. —  Mój kochany Mistrzunio kazał mi wypijać do dwóch litrów paczkowanej ludzkiej krwi dziennie, żebym uniknęła gwałtownych napadów głodu. Ale ja stale jestem głodna. Nie potrafię tego kontrolować. 

– Pierwszy Głód pojawia się zwykle po dwóch, może góra trzech dniach od przemiany – wyjaśnił krótko sucho I rzeczowo. Jego szmaragdowe oczy przybrały stalowy odcień, więc Nadia przypuszczała, że czas rozmawiania, flirtu i dalszego poznawania się, co obejmowało wymianę śliny poprzez pocałunki właśnie dobiegł końca. – Ile dokładnie czasu minęło od twojej przemiany? 

Miała złe przeczucia, co do jego reakcji na jej odpowiedź, ale mimo wszystko powiedziała niepewnie.

– Dwa dni.  W każdym razie nie wiem, nie noszę przy sobie zegarka. Dlaczego w ogóle o to pytasz? 

Na moment zapanowała cisza, ale zaraz potem padło pytanie: 

– Jesteś wampirem dopiero od  dwóch dni? Czy ty mówisz poważnie? 

– A czy fakt, że jestem wampirem dopiero od dwóch dni stanowi jakiś problem? 

– Jak się tu dostałaś? Do tego klubu? Jak się tu dostałaś? 

Nie czekając na jej odpowiedź chwycił ją za rękę i szarpał przez tańczących wokół nich ludzi, chcąc ją zabrać z daleka od parkietu. Kiedy znaleźli się już we właściwym klubie, poprowadził ją do jej stolika, przy którym wcześniej siedziała i zmusił ją żeby usiadła na miejscu. 

– Zadałem Ci pytanie. Pytałem, jak się tu dostałaś. 

– A czy to ma jakieś znaczenie w tej sytuacji? 

– Owszem ma. 

– Kupiłam bilet wstępu, który miał mi umożliwić wejście do klubu, a potem weszłam przez drzwi frontowe, jak wszyscy inni. Czy nie możesz mi po prostu powiedzieć o co chodzi? Czy zrobiłam, albo powiedziałam coś nie tak? 

– Musisz stąd jak najszybciej wyjść – powiedział Samuel. – Oprócz wampirów mamy tu też ludzi i nie pozwalamy tutaj przebywać wampirom poniżej pierwszego miesiąca życia bez nadzoru ich Mistrzów. Czy twój Mistrz jest tutaj teraz z tobą? 

– Nie – Pokręciła przecząco głową – Jestem tutaj zupełnie sama. On nie ma pojęcia, że tutaj jestem, bo wymknęłam się z domu pod jego nieobecność. – Samuel nie spuszczał z niej wzroku, gdy sięgnęła po swoją torebkę listonoszkę, przerzuciła ją przez ramię, a potem wstała z miejsca na którym siedziała. Przyszykowała się do wyjścia, z zamiarem opuszczenia klubu. – Słuchaj, Samuelu – powiedziała – ja naprawdę nie wiem i nie rozumiem w czym jest problem, ale ochroniarz stojący przy drzwiach wejściowych bez najmniejszego problemu wpuścił mnie do środka. 

– To nie zmienia faktu, że w ogóle nie powinno cię być. Musisz stąd wyjść Nie chcemy narażać nikogo z naszych ludzi, a ty jako młody, niedoświadczony I przede wszystkim głodny wampir stanowisz  zagrożenie, nie tylko dla siebie, ale dla nas wszystkich, zarówno ludzi jak i wampirów 

Ton jego głosu, sposób w jaki wypowiadał te słowa, sprawił, że Nadia poczuła nieoczekiwaną złość, najpierw będącą niczym innym jak tylko nieprzyjemnym chłodnym, lodowato zimnym ukłuciem w zupełnie pustym żołądku. I ta złość rosła w niej w zastraszająco szybkim tempie, rozkwitała i pędziła przez całe jej ciało, rozlewając po nim przyjemne ciepło, które docierało aż do jej palców u stóp. 

Rozkoszowała się tym uczuciem, które okazało się być absolutnie przepyszne, ale zupełnie nieoczekiwanie stało się ono oddzielone – jak gdyby to nie był jej gniew, tylko gniew we wnętrzu jej ciała. Pomyślała sobie, że złość, którą w tej chwili odczuwała wcale nie należały do niej, tylko do jej wewnętrznej wampirzycy, która jakimś sposobem była od niej oddzielona. Niezależnie od źródła to było przenikające, silne i przerażające. Czuła jak we krwi płynącej w jej żyłach zaczyna buzować adrenalina, co zmusiło wampirzycę, która w niej była ukryta do ujawnienia się po raz pierwszy. 

Jej górna warga uniosła się, jak u zwierzęcia, które szykowało się do ataku, odsłaniając drapieżne w swej białości zęby. Nadia ostrzegawczo obnażyła kły, pierś ścisnął zbierający się w niej dźwięk, a wtedy powietrze wydostało się zza jej zaciśniętych zębów z złowrogim sykiem godnym roju pszczół. Zasyczała niczym wściekły kot gniewnie, zjadliwie i ostrzegawczo, a potem odezwała się niskim sztucznym, ochrypłym zmienionym głosem, który zdawał się nie naleźeć do niej:

– Czy ty  masz do mnie jakiś problem? 

I wtedy poczuła jak zaczyna dziać się z nią coś dziwnego, jak zachodzi w niej jakaś nagła przemiana. W ciągu jednej chwili rysy jej twarzy stały się surowsze, twardsze, bardziej drapieżne i wyrazistsze. Na jej czole i okolicy szyi pojawiły się widoczne niebieskie żyły, które były bardzo nabrzmiałe i bolesne. Tęczówki jej oczu zrobiły się srebrne, natomiast białka całkowicie czarne, a źrenice miała znacznie większe. Rozszerzone naczynka krwionośne charakteryzujące się żywą, czerwonawą barwą, które kurczyły się i rozszerzały wskutek działania czynników takich jak ciepło i zimno, podczas gdy krew przepływała przez nie mocno, pojawiły się pod jej oczami. 

Były one widoczne gołym okiem tuż pod powierzchnią skóry, co wyglądało dość upiornie i w dodatku nieestetycznie. Krew w jej żyłach wrzała, puls uderzał gwałtownie, jej serce waliło jak oszalałe, nienasycone, tłukło się i sprzeciwiało temu silnemu uczuciu i miała wrażenie, że lada chwila połamie jej żebra. 

🩸ROZDZIAŁ 4🩸

 – Samuel – wymówiła jego imię ledwie słyszalnym szeptem. Jej głos, drżący z przejęcia i tłumionych w środku emocji, był tak zmieniony ochrypły i zdławiony, że sama ledwie go poznała.

 

Wpatrywała się niebieskimi oczami, które wydawały się matowe, jakby martwe, zastygłe, pozbawione życia w jego przeciętną bladą, szczupłą twarz. Okolona ona była czupryną rozrzuconych w nieładzie kręconych, blond włosów, które opadały mu one niedbale na czoło, tuż nad niesamowicie zielonymi oczami. Jeden niesforny kosmyk z lewej skroni opadł mu na czoło, prawie do końca nosa, nadając jego twarzy chłopięcy bezbronny wygląd. Przesunęła wzrokiem odkrytego pod odpiętym, górnym guzikiem jego flanelowej koszuli ciała, po mocno zarysowanej linii szczęki. 

 

Nadia w pewnej chwili przyłapała się na tym, że intensywnie wpatrywała się w jego szyję pełnym łakomstwa spojrzeniem. Mogłaby nawet przysiąc, że dosłownie widziała żyły i tętnice w jego skórze, a także przepływającą przez nie krew. Nie umiała tego wyjaśnić w racjonalny sposób, być może zostały jej podane leki o jakichś cudownych leczniczych właściwościach i to dlatego… Dobry Boże. To muszą być jakieś silne narkotyki, przemknęło jej słabo przez myśl. Czyżby znajdowała się pod wpływem nielegalnych substancji?

 

Zastanawiając się nad kwestią, nad tym czy została odurzona jakimiś nielegalnymi substancjami, zatrzymała spojrzenie na tym ciepłym punkcie na bladej szyi wampira, w miejscu gdzie pulsowała mała niezwykle kusząco wyglądająca żyłka, a ciśnienie tętna było najwyższe.

 

Zupełnie nieoczekiwanie ten wysoki jasnowłosy chłopak skojarzył się jej z dużym, wyjątkowo apetycznym krwistym stekiem, który mogłaby zjeść nawet w całości. Ta myśl zniknęła w jej głowie równie szybko jak się pojawiła, ale sprawiła, że ponownie poczuła bolesny skurcz żołądka i uderzenie kwasów o podniebienie.

 

Czuła się dziwnie spragniona, męczył ją brak czegoś do picia – miała wrażenie, że spuchnięty język ledwo mieści się w ustach, a gardło było podrażnione, bardzo obolałe. Szorstkie jak kora drzewa i suche jak pieprz, dosłownie wyschnięte na wiór tak, że z coraz większym trudem mogła przełykać słodką, gęstą ślinę, która napływała jej do ust.

 

Zamiast na pragnieniu, spróbowała skupić się na oddychaniu, na braniu spokojnych wdechów i wydechów, co nie było wcale takie łatwe. Chociaż w jej gardle nic nie zalegało, to miała wrażenie, że było ściśnięte i czymś zatkane, jakby znajdowało się tam jakieś ciało obce. W krtani pojawiło się uczucie zalegania śluzu, mocne pieczenie i drapanie. Silny ból promieniował z krtani w dół i w górę – eksplodował obejmując całą czaszkę niczym imadło i naciskał z taką siłą, jakby za chwilę miała wybuchnąć.

 

Była świadoma tego, że odczuwała silny głód, który palił jej wnętrzności i wręcz ją oszałamiał. I wtedy dotarło do niej, że swój ostatni pełnowartościowy posiłek zjadła dwa dni temu. . Z jednej strony chciała się temu przeciwstawić więc próbowała z tym walczyć, z drugiej natomiast chciała jak najdłużej rozkoszować się tym uczuciem.

 

Nie myśląc o konsekwencjach tego czynu delikatnie i ostrożnie musnęła wargami skórę na jego szyi, drażniąc się z nim. Samuel stał w miejscu spokojnie, uległo i nieruchomo niczym statua, podczas gdy piosenka zmieniła się na znacznie szybszy, dużo mocniejszy utwór, a ciała poruszały się wokół nich. 

 

Przechylił tylko lekko głowę na bok tym samym bardziej odsłonił szyję, dając jej lepszy dostęp. Pozostał jednak zadziwiająco bierny i nie poruszył się nawet wtedy, gdy zachęcona tym gestem dziewczyna wydając z siebie cichy, pełen zadowolenia dźwięk przypominający mruczenie najedzonego kota, zacisnęła dłonie w jego pasie.

 

Mogła usłyszeć przepływ krwi w jego żyłach znajdujących się zaledwie kilka milimetrów pod naciskiem jej ostrych niczym małe igiełki zębów. Końcówki włosów delikatnie łaskotały jej policzki, kiedy potarła zębami jego skórę, nie przekłuwając jej, ale wystarczająco, żeby dać do zrozumienia, czego od niego chciała.

 

– Samuel – powtórzyła jego imię, tym razem jako zaproszenie, obietnicę. – Jej kończyny rozluźniły się, chociaż ciało wzywało, żeby zanurzyć się w to, rozkoszować się tym, ale podeszła do ognia wystarczająco blisko, gdy ignorując jego protesty,  składała na jego szyi delikatne pocałunki – Jestem taka głodna, a ty pachniesz tak dobrze i słodko, jak wiosenny bez, że mogłabym cię zjeść nawet w całości. 

 

– Nadio,  rozumiem do czego zmierzasz i czego ode mnie chcesz, ale ja naprawdę nie mogę tego zrobić – O Boże, jego głos był gruby, jakby można było go dotknąć, a zarazem naturalny, niski i aksamitny, kiedy muskała wargami linię wzdłuż jego szyi. 

 

– Czego nie możesz zrobić, Samuelu? – zapytała cicho, pomiędzy pocałunkami. To pytanie sprawiło, że na krótką chwilę przestała ustami błądzić po jego szyi, próbując odnaleźć tętnicę szyjną i odważyła się na niego spojrzeć. Przyglądał się jej prawdopodobnie zszokowany, zdezorientowany i zaskoczony szeroko otwartymi oczami, w których zobaczyła błysk srebra, będącym początkiem pragnienia, głodu, pasji i obopólnej dzielonej żądzy. Trwało to nie dłużej niż jedno uderzenie serca, po czym zaraz został zastąpiony szmaragdową zielenią, gdy odzyskał nad sobą panowanie, kontrolę i władzę. 

 

–  Nadio, posłuchaj mnie uważnie – odezwał się zmęczonym głosem, jak dziecko, które ciągle zmuszane było przez rodzica do powtarzania lekcji, której nie lubiło. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, gdy oddychał szybko, jakby był zasapany –  Wiem, że jesteś prawdopodobnie bardzo głodna, ale ja nie mogę cię nakarmić. 

 

– Nie możesz dać mi tego, czego od ciebie chcę? A to niby dlaczego? 

 

– Sam jestem głodny i nie pożywiałem się od dwóch dni, poza tym ty potrzebujesz krwi ludzkiej pochodzącej od zdrowego dawcy. Najlepiej takiego, który ma taką samą grupę krwi jak ty, a nie wampirzej. Musisz natychmiast przestać, rozumiesz? – Ton jego głosu brzmiał chłodno i rozkazująco, niczym podmuch lodowatego wiatru i na krótką chwilę sprawił, że przez ogień pobudzenia wywołanego silnym głodem oraz pragnieniem zakosztowania jego krwi ukuło ją coś zimnego i niemile widzianego. Coś co sprawiło, że na ułamek sekundy powróciła do rzeczywistości i zdała sobie sprawę z tego, przyciskała się do ciała wampira, a jej ręce zaciskały się w jego pasie. 

 

– Pozwól mi, że zadam ci bardzo ważne pytanie – odezwała się, oblizując górną wargę koniuszkiem języka. Kiedy mówiła lekko sepleniła, bo jej wargi źle się układały przez centymentrowej długości kły, które boleśnie wysunęły się z dziąseł – A co jeśli ja nie będę chciała, albo nie będę mogła przestać? Co wtedy zrobisz, Samuelu? – Wspięła się na palce, żeby móc dosięgnąć jego ust i ostrożnie go pocałować. 

 

– Nadia – powiedział jej imię cicho, nerwowo z niepewnością, potem potrząsnął głową. Następnie pochylił się ku lekko niej, ujął jej twarz w swoje dłonie, a ona mu na to pozwoliła. Patrzył na nią szeroko otwartymi szalenie wyraziście zielonymi oczami z wyrazem czystego i oczywistego pragnienia. Złote włosy okalające jego twarz nadawały mu chłopięcy, uroczo niewinny zupełnie bezbronny wygląd. – Uwierz mi że nie będziesz chciała wiedzieć, co z tobą zrobię… – Droczył się z nią złośliwie i bawił, wodząc opuszkami palców najpierw wzdłuż linii jej żuchwy, a potem ust. – Bo to co z tobą zrobię, może ci się bardzo spodobać – Jego usta tylko lekko dotknęły jej, kiedy ku jej zaskoczeniu zadowoleniu i entuzjazmowi, niespiesznie oddał ten pocałunek. – Co wtedy zrobisz, Nadio? Gdy tylko ciepłe miękkie i delikatne usta dotknęły jej warg poczuła, że ulatuje z niej życie, a jej mury obronne runęły.  Chociaż Nadia nie była typem dziewczyny, która gryzła facetów, to w tamtej  chwili nie potrafiła oprzeć się silnej pokusie zatopienia zębów w ciele. Nieoczekiwanie jednak poczuła jak pragnienie rośnie – sygnalizował to szum krwi płynącej w jej żyłach i przyspieszone bicie serca. Jej puls wzrósł gwałtownie, a ona walczyła ze sobą i ogarniającym jej ciało niezaspokojonym głodem.  Myśli kotłujące się w jej głowie były wyjątkowo niejasne, mętne i mało klarowne, koncentrowały się jedynie na wyjątkowo nieprzyjemnym, bolesnym pieczeniu w przełyku i okolicy mostka, oraz  męczącej, swędzącej pustce w żołądku. 

🩸Rozdział 3🩸

Kiedy z nią tańczył nie próbował komplikować kroków – nie wykonywał żadnych szybkich, gwałtownych I nagłych obrotów, które miały być demonstracją jego sprawności. Jedynie poruszał swoimi biodrami przy jej patrząc na nią z dziwnym półuśmiechem na ustach. Gdy muzyka znów się zmieniła, na jakiś znacznie szybszy utwór, którego Nadia  nigdy przedtem nie słyszała, a on obrócił ją wokół własnej osi, ze śmiechem, czym nachylił się ku niej. Przez krótką chwilę sądziła, że może zechce ją pocałować i uchyliła się. Zamiast tego powiedział z ustami blisko jej ucha:

– Dziękuję, że jednak mi nie odmówiłaś i zgodziłaś się ze mną zatańczyć. Gdybyś to zrobiła, musiałbym chyłkiem się z klubu mojego Mistrza i obejść się smakiem poznania najładniejszej dziewczyny w całym Fang Clubie. 

—  Jestem absolutnie pewna, że dobrze zniósłbyś fakt mojej odmowy, bo mimo wszystko jesteś dużym i silnym  wampirzym chłopcem. 

– Jakoś nie wydawałaś się być pod wrażeniem bycia jak to określiłaś “dużym i silnym wampirzym chłopcem” – zrobił palcami znak cudzysłowu w powietrzu I  wykrzywił usta w znaczącym zawadiackim uśmiechu, co nie uszło uwadze dziewczyny. –  więc nie byłem do końca pewien, czy mam się tym reklamować. I czy mi się to udało. 

– Udało ci się – powiedziała, uśmiechając się do niego lekko, zalotnie i promiennie. – Muszę przyznać, że impreza jest naprawdę świetna, a ja wyjątkowo dobrze bawię się w towarzystwie pewnego dużego i silnego wampirzego chłopca, którego niedawno poznałam. 

– Wydaje mi się, że chyba musisz mówić o mnie – powiedział w udawanym zamyśleniu, a potem uśmiechnął się do niej gorąco, ale przy tym łagodnie i delikatnie, co Nadia również odwzajemniła uśmiechem. Była przy tym absolutnie i niezaprzeczalnie pewna, że jej blade policzki oblały się nagle nieoczekiwanym różowym rumieńcem, a chabrowe tęczówki jej oczu przybrały stalowy odcień z zalewającego ją przypływu emocji: szczęścia podekscytowania, a może nawet podniecenia. 

– Zdecydowanie muszę mówić o tobie. – zaśmiała się dźwięcznie, ale krótko i cicho, bawiąc się przez chwilę i pozwalając sobie na moment relaksu, rozluźnienia i odprężenia. Gdy już się nieco uspokoiła, dodała jak najbardziej poważnie – Najładniejszy chłopak w całym Fang Clubie. – Mrugnęła do niego porozumiewawczo, a on  wybuchnął śmiechem, odrzucając głowę do tyłu. Kiedy się już uspokoił, od czasu do czasu wstrząsany jeszcze wybuchami śmiechu, uśmiechnął się do niej serdecznie, a Nadia poczuła, jak jej serce na mniej niż sekundę zgubiło właściwy rytm i zabiło znacznie szybciej.  W tamtym momencie gdzieś w głębi siebie poczuła, że coś między nimi zaiskrzyło. Wytrąciło by to ją pewnie z  równowagi, ale obecnie czuła jedynie zadowolenie, że mogła chociaż na chwilę zapomnieć o troskach, zrelaksować się i dobrze bawić.

– A co byś zrobiła, gdyby ten najładniejszy chłopak w całym Fang Clubie poprosił o twój numer telefonu? 

– Niedawno musiałam zmienić numer telefonu do kontaktu na nowy, ale niestety nie znam go na pamięć. A pech chciał, że akurat nie mam przy sobie telefonu, więc nie mam jak go sprawdzić. Przykro mi, że muszę cię rozczarować. 

– Jaka szkoda – powiedział nie kryjąc autentycznego i nie udawanego rozczarowania słyszalnego w jego głosie – A gdybym zamiast numeru twojego telefonu poprosił o twój numer buta? 

— Poza tym, bądź ze mną szczery, Samuel.  Nie chodzi ci wcale o mój numer telefonu, buta czy czegokolwiek innego, prawda?

— Masz całkowitą i absolutną rację. — Droczył się z nią.

— Daj spokój. Jestem pewna, że znasz lepsze teksty, na które możesz poderwać dziewczynę. — stwierdziła. 

— Przejrzałaś mnie, najładniejsza dziewczyno w całym Fang Clubie. — Pociągnął delikatnie i ostrożnie za cienkie ramiączko jej sukienki, którą miała na sobie, a Nadia poczuła jak po jej kręgosłupie przebiega przyjemny dreszcz. — W takim razie co powiesz na to: Masz może ze sobą mapę? Bo zgubiłem się w błękicie twoich oczu. 

Uśmiechnęła się do niego radośnie i wesoło i szczerze, a on odwzajemnił ten gest.

— Muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem — powiedziała. — Jestem przekonana, że dzięki takim tekstom, nie możesz odpędzić się od adoratorek. 

— Nawet jeśli te adoratorki to tylko Świeżynki szukające przygody na jedną niezapomnianą i wyjątkową noc, nawet jeśli prawdopodobnie jej nie przeżyją? — zapytał poważnie, to znaczy na tyle poważnie, na ile było to w obecnej sytuacji możliwe. 

— Nawet jeśli — zgodziła się z nim. — Chociaż powiedziałabym, że bardziej żal mi Świeżynki, która musi tego słuchać.

— Auć — Syknął przez zaciśnięte zęby — To musiało mnie zaboleć. Czy ty właśnie zdałaś sobie sprawę z tego, że wbiłaś drewniany kołek ze srebrnym rdzeniem w moje serce i mnie zabiłaś? 

— Naprawdę to zrobiłam? — zapytała, nieco zaskoczona i zbita z tropu. 

Pochylił się ku niej lekko. 

— Mhm —  wymruczał tuż przy jej uchu, czuła jego ciepły oddech na swojej skórze — Naprawdę to zrobiłaś. 

Zmarszczyła czoło w skupieniu, udając że to proste stwierdzenie wymaga od niej głębokiego namysłu, a po chwili, kiedy wpatrywała się w  jego  zbyt piękne, jak na chłopaka szmaragdowo-zielone oczy, prawie tonąc w ich kolorze, powiedziała:

 — Auć. To musiało cię zaboleć. 

— Czy miałbyś coś przeciwko temu, żebym cię pocałowała w ramach przywrócenia do życia, rekompensaty i przeprosin? 

— Cóż dochodzę do wniosku — odezwał się wreszcie — że byłbym trochę rozczarowany i zawiedziony, gdybyś tego nie zrobiła.

Wsunęła dłoń w jego jedwabiście miękkie włosy, patrząc na niego bez mrugania, widziała, jak jego klatka piersiowa unosiła się i opadała. Objął dłonią jej kark i wolno przyciągnął ją do siebie, a ona nie protestowała, tylko poddała się temu ruchowi i uniosła twarz. Pochylił głowę, opuścił usta w stronę jej ust i delikatnie musnął wargami jej wargi. Zamknęła oczy, a on zrobił to samo. 

Cicho westchnęła, a potem jej dłoń prześlizgnęła się w górę, na jego ramię, i delikatnie je objęła. To był prosty i nieskomplikowany pocałunek, żadnych wpychanych do gardła języków, bardzo mało cielesnego kontaktu, poruszały się jedynie ich wargi, a dłonie poruszały się po ciele, ubraniu i włosach.

I właśnie to ze wszystkich innych momentów musiało się wydarzyć, kiedy odezwał się głód. 

Z trudem mogła złapać oddech, przed jej oczami zatańczyły czarne plamki, a sala taneczna zaczęłwirować wokół niej w zawrotnym tempie, kiedy poczuła jak nagły, gorący podmuch ognia zaczyna ogarniać jej kończyny. Jej żołądek zacisnął się z głodu, zwinął się w węzeł i skurczył się gwałtownie do wielkości orzecha włoskiego. Ból, który nagle zaczęła odczuwać był tak szybki i dojmujący, stopniem swojej intensywności niepodobny nawet do tego, jakiego doświadczyła w dzieciństwie.Gdy była małą dziewczynką, miała może dziewięć, albo dziesięć lat, przydarzył się jej niefortunny wypadek i złamała nogę, spadając z drabiny prowadzącej na strych.

Nadia nigdy czegoś podobnego nie doświadczyła, była więc zdezorientowana, bo nie miała pojęcia co takiego się z nią działo. Ciepło, które promieniowało falami przez jej brzuch wydawało się być jak najbardziej realne. Po upływie chwili zdawało się ją parzyć coraz bardziej, jakby temperatura we wnętrzu jej ciała zwiększała się, aż w końcu przerodziło się w straszliwe uczucie gorąca. Wrażenie było dokładnie takie, jakby chwyciła obiema rękami z niewłaściwej strony elektryczną prostownicę podłączoną do prądu. Jej przepona stężała, a podbrzusze przeszył piekący, dotkliwy spazm będący niczym wrząca lawa z wnętrza rozdartej ziemi. Nieprzyjemne doznanie dosłownie powaliło ją na kolana, więc musiała chwycić się ramienia Samuela, żeby móc utrzymać się na drżących i wiotkich nogach.

— Nadio, czy wszystko jest w porządku? — Głos Samuela był melodyjny i dziwnie spokojny, ale mimo to pobrzmiewała w nim wyraźna nuta niepokoju. 

Wyczuła na sobie ciężar jego pytającego spojrzenia, więc podniosła głowę i spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami, szeroko otwartymi ze zdumienia, przerażenia i strachu. Otworzyła usta, żeby mu odpowiedzieć, że wszystko w porządku, ale słowa uwiązły jej w gardle, a ze ściśniętej kurczowo krtani wydobył się tylko cichy jęk. Siłą woli zmusiła swoje wargi do poruszenia się, a pęcherzyki powietrza ułożyły się w ledwie słyszalny szept na wyschniętym jak pieprz języku. Jak przez mgłę w odcieniach szarości i czerwieni, widziała rysy jego twarzy chłodne, nieco odległe i zamazane. Pomimo tego mogła zobaczyć jakiś rodzaj dziwnego żaru, będącego początkiem głodu, gdy jego srebrne oczy badały ją, przeszywały ją wskroś, ale zaraz potem przejaśniały przygasając szybko z płynnego srebra do koloru szmaragdowego

— Coś jest nie tak… — powiedziała cicho ledwie slyszalnie, z wielkim trudem wypowiadając każde słowo. — Coś niedobrego się ze mną dzieje! wykrzyknęła otwierając szeroko oczy, w których kącikach miała łzy, wielkie jak ziarenka grochu. Trzymały się one powiek, nie chcąc spaść, ale cisnęły jej się do oczu z taką mocą, że nie była w stanie ich dłużej powstrzymać. 

Jej głos był zachrypnięty, metaliczny, prawie jakby była przeziębiona albo stąpała boso po trawie w chłodny poranek. Zacisnęła długie, smukłe palce na jego przedramieniu, i trzymała kurczowo, nie chcąc puścić, jakby to miało uchronić ją przed całkowitym ześliźnięciem się w czerń.

– Pierwszy Głód – Oznajmił Samuel. 

Stał tuż obok niej przyglądając się jej szeroko otwartymi intensywnie brązowymi oczami, w fascynujący sposób kontrastujących z jego jasną karnacją. Źrenice jego oczu były ogromne niczym pięciocentówki, a przy brzegach miały kolor topniejącej rtęci.

🩸Rozdział 2🩸

Jeden utwór się skończył, a drugi zaczął natychmiastowo i gdy pierwsze takty rapu mieszającego się z hiphopem i elektroniką rozbrzmiały w klubie wypiła kilka łyków swojego przyjemnie lodowato zimnego napoju i żądna tańca ruszyła na parkiet. Brnęła  przez ten ścisk, znalazła lukę w tłumie markowo I elegancko ubranych ciał i tańczyła. Ruszała się, kołysała biodrami i ramionami, nie przejmując się tym, że wyglądała, jakby miała jakiś atak, tylko pozwoliła muzyce porwać ją, pochłonąć, wyrzucić z jej umysłu niepokoje na czas szalejącego syntezatora. 

Została na parkiecie w trakcie tego utworu i następnego, i następnego, zanim przecisnęła się przez ciała na krótką przerwę, żeby usiąść, odpocząć trochę i się napić. Mieszała lodem w szklance, patrząc na tancerzy, którzy zatrzymali się drżąc między utworami, czekając na sygnał, żeby znów zacząć taniec, krzyczeli radośnie i zaczęli przepychać się kolejny raz w rytm muzyki, gdy nagle usłyszała pytanie:

— To jest dobry kawałek, nie sądzisz? 

Obejrzała się zdziwiona widząc uśmiechniętego młodego  chłopaka, z ramieniem rozciągniętym wzdłuż oparcia za jej plecami. Miał zmierzwione blond włosy delikatnie kręcone, które lekko okalały ścięte kości policzkowe i silną szczękę. Ubrany w koszulkę bez rękawów i dopasowane jeansy wyglądał przystojnie, ale to przez co był przystojny to jego oczy, które skupiały uwagę. Miał lśniące, nakrapiane zielone oczy, dość okrągłe i dominujące w twarzy, na pozór neutralne, ale biła z nich łagodna ciekawość. Przyglądał się jej  zza długich, czarnych rzęs, uwodzicielsko skrytym wzrokiem. 

— To jest bardzo dobry kawałek. — odpowiedziała, skończywszy lustrować  wzrokiem jego wygląd, który był efektywny dla wampira i chcąc ukryć srebrzenie się tęczówek swoich oczu z podniecenia, zwróciła głowę w kierunku parkietu, na którym ciała wirowały w rytm muzyki w delikatnej poświacie różowych neonów. — Ludzie wydają się to lubić.

Przytaknął jej krótkim skinieniem głowy.

— Tak właśnie jest. — Uśmiechnął się do niej łagodnie i dał jej tym samym pełen widok na jego oczy. Nie były one całkowicie zielone, ale coś w rodzaju butelkowej zieleni, nakrapiane, które wyglądały jakby pożyczył je sobie z cudzej twarzy. — Ale ty nie tańczysz.

Nadia podejrzewała, że taki kolor jego oczu nie był spowodowany tym, że chłopak nosił kolorowe szkła kontaktowe. Przed przemianą jego oczy musiały mieć zielony kolor, natomiast po przemianie w wampira ich kolor nie zmienił się całkowicie, ale stał się bogatszy, bardziej nasycony I wyrazisty, dzięki zmodyfikowaniu komórek pigmentowych  w tęczówce. 

Nadia zauważyła to u siebie Jej oczy – niegdyś blade, zwyczajnie niebieskie – teraz miały znacznie ciemniejszy głębszy I nasycony kolor granatu przypominający  odcieniem polne chabry rosnące na łące.

– Postanowiłam zrobić sobie chwilę przerwy i trochę odpocząć. Byłam na parkiecie przez prawie godzinę i zaczynają boleć mnie stopy – powiedziała mu, praktycznie krzycząc, żeby być pewną, że słyszy ją mimo tej pulsującej, hałaśliwej i głośnej muzyki. 

– Lubisz tańczyć, co? – Przysiadł się do stolika przy którym siedziała, zajmując miejsce naprzeciwko niej. 

– Jakoś sobie radzę w tej kwestii – zdając sobie sprawę, jak to musiało zabrzmieć, machnęła ręką w powietrzu – To znaczy, chciałam przez to powiedzieć, że lubię tańczyć. 

– Już zamierzałem uwierzyć ci na słowo – Roześmiał się, ukazując przy tym rząd równych, zadbanych I równych zębów I postawił butelkę na stole. – Czy mógłbym kupić ci drinka? 

Uniosła szklankę z połową swojego bezalkoholowego napoju, wzięła mały łyk I uśmiechnęła się lekko do chłopaka. 

– Dziękuję, ale w ogóle nie piję alkoholu. Jestem abstynentką z wyboru.

– Jaka szkoda – Skinął głową i upił łyk napoju, który jak sądziła Nadia był piwem I postukał paznokciem w butelkę. – Ale nie mówię o alkoholu. 

– Wiesz, że jestem wampirem? – zapytała cicho, niemalże szeptem, unosząc pytająco brwi. 

– Oczywiście. Wszystkie wampiry tutaj to wiedzą. Chociaż musisz być nowo zmieniona, bo prawie nie czuć twojego zapachu. 

Szybkie spojrzenie wokół klubu potwierdziło Jej  podejrzenia, ujawniając więcej niż kilka kobiet i mężczyzn, których wzrok był przykuty do stolika przy którym siedziała. 

– Jestem nieumarłym chodzącym pijącym krew demonem od… – zrobiła krótką, dramatyczną pauzę, jakby zastanawiala się co powinna mu odpowiedzieć – Od jakiegoś czasu. 

– I jak ci się podoba bycie tym nieumarłym pijącym krew demonem – kącik jego ust drgnął we ledwie widocznym I zauważalnym uśmiechu – to znaczy wampirem? 

– Chcesz, żebym była z tobą szczera? 

– Chcę, żebyś była szczera, aż do bólu. 

– Czuję się, jakbym zaraz miała oszaleć. – wyznała we końcu z rozbrajającą szczerością, próbując się otworzyć i mając nadzieję, że może zrozumie przez co przechodziła. – Zupełnie nie rozumiem tego, co się ze mną dzieje. 

– Tak, wiem jak to jest – zgodził się z nią, krótko kiwając głową. Kiedy ja zostałem przemieniony i obudziłem się jako wampir, też w ogóle tego nie rozumiałem. 

– Mam w sobie wszystkie te impulsy i pragnienia, których zupełnie nie rozumiem, stale czuję głód i myślę tylko o  ludzkiej krwi. Nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. To kompletnie chore i popieprzone. 

– To część procesu przemiany i jest zupełnie normalne. Nie masz powodu do obaw. – uspokoił ją, kłafąc dłoń na jej ramieniu i przysunął się bliżej, tym ruchem wysyłał iskry wzdłuż skóry I to uczucie było bardzo przyjemne – Wszystko powinno się uspokoić w ciągu najbliższych kilku tygodni. Dlaczego w ogóle zdecydowałaś się zostać wampirem? 

– W ogóle się na to nie zdecydowałam. – Upiła łyk swojego bezalkoholowego koktajlu, ale to nie tego płynu pragnęło I potrzebowało Jej ciało. 

–To interesujące. Wyjaśnij mi to – zażądał. 

 – Chodzi mi o to, że ja w ogóle nie pisałam się na to całe wampirze łajno, w którym teraz się znalazłam. Nie chciałam tego. 

– Nie chciałaś? – zapytał, mrużąc oczy. 

– Nie chciałam być żadnym chodzącym pijącym krew demonem, wampirem czy czymkolwiek teraz jestem. Całkiem niedawno zostałam przemieniona bez mojej wiedzy i zgody 

– W jakich okolicznościach do tego doszło, jeśli mogę zapytać? Niektórzy z nas uważają przemianę za brak klasy. 

– Tego już niestety nie wiem – Ciepłe słone I wielkie niczym grochy, Łzy same cisnęły jej się do oczu i płynęły rzewnym strumieniem po jej bladych I pozbawionych koloru policzkach niczym krople deszczu po szybie – Niewiele pamiętam z tego co się ze mną działo zaledwie kilka dni temu. – Wytarła łzy splywające po policzkach serwetką którą wzięła ze stojaka ze stali nierdzewnej stojącego na stoliku. – Nawet teraz posiadam tylko garstkę niewyraznych wspomnień. – Odtwarzała w głowie to mentalne wideo, a przez jej umysł przewijały się urywki  wspomnień, będące chaotycznymi fragmentami składającymi się z wielu obrazów, w których panował panował niezły chaos, bałagan i trudno było z nich cokolwiek wywnioskować. 

Te przypadkowe niejasne i wyblakłe jak materiał pozostawiony na słońcu przez lata, wspomnienia roiły się gdzieś na krawędzi jej krawędzi jej umysłu i spowijała je gęsta mgła. Równie dobrze równie dobrze  mogły być niczym innym jak tylko sennym majakiem, ale stale do niej nadal powracały i sprawiały, że nie mogła się ani trochę uspokoić. – Sama jestem sobie winna. 

– Naprawdę mi przykro, że ciebie to spotkało – powiedział. – To co ci się przydarzyło to nie była twoja wina. 

– Dziękuję –  powiedziała głosem tak ochrypłym słabym I łamiącym się od gwałtownego I nagłego ataku płaczu, ze był on ledwie słyszalny i z  trudem go poznała – Przepraszam za to że rozpłakałam się przy tobie niczym małe dziecko. 

– Nic nie szkodzi. – uśmiechnął się do niej łagodnie. – Naprawdę. 

– Nawet ci się nie przedstawiłam i nie powiedziałam jak mam na imię. To niegrzeczne z mojej strony. 

– Zakładam że to chyba ważna informacja. – powiedział w zamyśleniu

– Mam na imię Nadia. 

– Ładne imię dla ładnej dziewczyny – wymruczał, biorąc jej prawą dłoń i składając na niej delikatny pocałunek, który był niczym muśnięcie skrzydeł motyla na skórze. Jego szmaragdowe oczy zaiskrzyły się I zapulsowały srebrem przy brzegach. Kącik  ust  chłopaka wygiął się ku górze w chłopięcy, nieprzyzwoicie atrakcyjnym I niewinnym  uśmiechu, przez który serce Nadii na krótką chwilę zgubiło właściwy rytm, zabiło znacznie szybciej i wywinęło fikołka. 

–  Martwej dziewczyny – dodała nagle, niby od niechcenia, niespodziewanie rozbawiona własnym żartem, biorąc łyk własnego koktajlu. – A ty jesteś? 

– Mam na imię Samuel – Uśmiechnął się do niej łagodnie, gorąco i przyjaźnie. 

– Ładne imię dla ładnego chłopaka – powiedziała biorąc kilka ostatnich łyków swojego koktajlu, uśmiechając się delikatnie i zalotnie 

– Martwego chłopaka – zgodził się mrugając do niej porozumiewawczo I pokazując kła, na co ona zaśmiała się krótko, dźwięcznie i serdecznie. Lekko nachylił się ku niej, zwilżył dolną wargę koniuszkiem języka, potem przesunął palcem wskazującym po linii jej żuchwy, czym wysyłał przyjemne dreszcze płynące wzdłuż jej kręgosłupa. Jego twarz znajdowała się niebezpiecznie blisko niej, a Nadia nieoczekiwanie poczuła nieodpartą potrzebę, żeby go pocałować i przekonać się, jaki smak miały jego usta. Wstał z miejsca na którym jeszcze przed chwilą siedział i wyciągnął rękę w jej kierunku, na co Nadia pytająco uniosła brwi – Skoro już oboje jesteśmy martwi, to wydaje mi się, że powinniśmy ze sobą zatańczyć. 

– O nie, nie – zaprotestowała, próbując jakoś się wykręcić. – Kiedy tańczę z kimś w parze, to potykam się o własne nogi, a moja koordynacja ruchowa woła o pomstę do nieba. 

– W takim razie witam w klubie – zaśmiał się cicho, nerwowo. – Czy zechciałabyś ze mną zatańczyć w parze i potykać się o własne nogi? To tylko jeden taniec, więc daj mi się namówić. 

– Dobrze – powiedziała z roziskrzonymi srebrem oczami, więc wstała i złapała jego dłoń. Splótł ich dłonie I poprowadził ją na parkiet taneczny znajdując dla nich wolne miejsce w tłumie. Odwrócił się do niej, uniósł jej ręce wokół swojej szyi, położył swoje dłonie na jej biodrach i zaczął poruszać się w idealnej harmonii z muzyką. 

Dlaczego wampiry ujawniły się ludziom?

Dlaczego wampiry ujawniły się i wybrały pokojowe współistnienie
Przez wieki wampiry żyły w cieniu, budząc strach i będąc obiektem polowań ze strony ludzi. O ich istnieniu szeptano w folklorze, obwiniano za zaginięcia i zgony, ale nigdy otwarcie się do tego nie przyznawano. Ta tajemnica była zarówno mechanizmem obronnym, jak i koniecznością – ujawnienie często oznaczało zagładę. Jednak współczesność przyniosła wyzwania, które sprawiły, że utrzymanie tajemnicy stało się coraz trudniejsze: kamery bezpieczeństwa, kryminalistyka i komunikacja masowa zaczęły podważać anonimowość, na której polegały wampiry.

Przełom nastąpił wraz z dwoma rewolucyjnymi odkryciami:

 

1. Utworzenie regulowanych banków krwi, które zapewniały legalne, sterylne źródło ludzkiej krwi – nie polegające już na zabijaniu lub przemienianiu niechcianych ofiar.

 

2. Odkrycie, że krew świńska od prosiąt poniżej szóstego miesiąca życia może częściowo podtrzymywać wampiry, oferując zwierzęcą alternatywę w sytuacjach kryzysowych lub jako suplement diety.

 

 Nowy świt dla wampirów

Przez wieki wampiry były ukrytymi drapieżnikami ludzkości – stworzeniami z mitów i koszmarów, które grasowały w cieniach. Ich istnienie było starannie ukrywane, podtrzymywane przez potajemne polowania i pojedyncze incydenty, które podsycały legendy szeptane przy ogniskach i w zakurzonych tomach. Ludzie bezlitośnie na nie polowali, gdy tylko podejrzewano ich obecność, kierując się strachem przed tym, czego nie byli w stanie zrozumieć. Wampiry z kolei stały się ekspertami w unikaniu, manipulacji i przetrwaniu.

Ale świat się zmienił.

Wynalezienie banków krwi w połowie XX wieku, w połączeniu z postępem nauki i globalnymi sieciami komunikacyjnymi, sprawiło, że utrzymanie tajemnicy stało się coraz bardziej niemożliwe. Kamery monitoringu, kryminalistyka i współczesna policja stanowiły zagrożenia, których wampiry nie mogły pokonać w nieskończoność. Ukrywanie się w ciemnościach nie było już realną strategią.
Potem nastąpiły dwa odkrycia, które zmieniły losy wampirów:

Krew w workach szpitalnych („Szkarłatna Czysta Krew”): Czysta, przetworzona ludzka krew udostępniana masowo, umożliwiająca wampirom legalny i dyskretny dostęp do pożywienia bez zabijania.

 

Substytut Krwi Prosięcej („Świnka Krwinka”): Tymczasowa, choć niedoskonała, alternatywa pochodząca od prosiąt poniżej szóstego miesiąca życia, zdolna do podtrzymywania życia wampirów przez krótki czas.

 

Dzięki tym nowym zasobom wyłoniła się radykalna wizja: integracja zamiast izolacji.

 

Na czele postępowych frakcji elity wampirów stoi organ zarządzający znany jako Karmazynowa Rada, który opracował monumentalną strategię znaną jako Wielkie Objawienie

Wampiry wyszły na światło dzienne – mówiąc obrazowo – przyznając się ludzkości do swojego istnienia i proponując nowy porządek świata: pokojowe współistnienie, wspierane etycznymi praktykami żywieniowymi i ścisłą samoregulacją.
Ich przesłanie było proste, ale głębokie:

„Nie musimy już być waszymi potworami. Możemy być waszymi sąsiadami, sojusznikami, waszą przyszłością”.

 

Dzięki starannie kontrolowanym kampaniom medialnym, negocjacjom politycznym i tworzeniu instytucji takich jak banki krwi i firmy sprzątające (wampiry odpowiedzialne za usuwanie wszelkich „niefortunnych zdarzeń”), społeczność wampirów przekonała ludzkość, że nie stanowią poważnego zagrożenia.
W opinii publicznej wampiry stały się mniej mitycznymi drapieżnikami, a bardziej zmarginalizowaną mniejszością: tajemniczą, potężną, ale ostatecznie dającą się kontrolować – o ile przestrzegano zasad.

♠️ ROZDZIAŁ 1♠️

Fang Club był w tej okolicy popularnym barem zarówno wśród ludzi jak i wampirów. Był nowoczesnym budynkiem parterowym z częściowym poddaszem, wymurowanym z czerwonej cegły. Mieścił się w podmiejskim centrum handlowym średniej wielkości miasteczka przy ulicy Cichej blisko salonu obuwniczego, sklepu z branży modowej i drogerii. O tak późnej porze pasaż handlowy był już zamknięty na cztery spusty za wyjątkiem baru. Nazwę lokalu wypisano na krzykliwym, czerwonym neonie znajdującym się tuż nad drzwiami wejściowymi, również czerwonymi, które wyróżniały się na tle stalowoszarej fasady.

„Zabrania się gryzienia w obrębie lokalu. Po dotarciu na parking należy niezwłocznie odjechać” – Przeczytała na głos jeden ze dwóch znaków ostrzegawczych wyróżniających się żółtym tłem oraz występującą koloru czerwonego obwódką, których zadaniem było zadaniem jest informowanie klientów baru o potencjalnym niebezpieczeństwie i zastosowaniu zasad szczególnej ostrożności. – Po prostu świetnie, wręcz doskonale – skomentowała. – Zapowiada się wyjątkowo udana noc

Nadia biorąc sobie ostrzeżenia umieszczone Na znakach ostrzegawczych do serca I traktując je jak najbardziej poważnie, nieco ostrożnym chwiejnym I niepewnym krokiem podeszła do drzwi wejściowych czując narastające podekscytowanie w brzuchu i czując zimne ukłucie w żołądku, nie będące tylko ukłuciem głodu, gdy tylko usłyszała dobiegającą ze środka lokalu głośną muzykę, która dudniła przez ściany budynku. Były to głównie popowe lub rockowo popowe piosenki, które dziewczyna znała i lubiła I były one grane w najpopularniejszych rozgłośniach radiowych w całej Polsce.

Dziewczyna udała się na koniec krótkiej kolejki, żeby kupić bilet wstępu, który miał jej umożliwić wejście i po chwili weszła w rytmiczne dudnienie wolnych basowych bitów, które miały wystarczająco dużo mocy aby przyprawić ją o palpitacje serca i wprawić je w wibracje. Światła były oczywiście przygaszone, dostosowane do czułego wampirzego wzroku, i podczas gdy muzyka była ogłuszająco głośna I hałaśliwa, wystrój był elegancki, utrzymany w odcieniach szarości, czerni i czerwieni.

Bar był na otwartym planie z wieloma stołami i kilkoma małymi scenami dla tancerzy wampirów, a przy ścianach ustawione były czerwone loże, a przed nimi stoły. Maleńkie lampy oświetlały stoły i odbijały się w lustrach, nadając klubowi wygląd kafejek, a mały, ale całkowicie zapełniony, parkiet taneczny, znajdował się w tylnej części pomieszczenia.

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie.” — pomyślała sobie Nadia, rozglądając się z zaciekawieniem I lekkim zdumieniem po wnętrzu klubu, ale nie wnętrze czy oświetlenie wydało się jej niezwykłe niezwykłe, co ludzie, którzy byli klientami tego miejsca. Nadia wiedziała, że niektórzy z nich byli wampirami – przy tym nie była do końca pewna skąd była tego świadoma – być może podpowiadał jej to instynkt drapieżnika jakaś mroczna część jej natury, o której istnieniu do tej pory nie miała pojęcia. Mieli oni po prostu inne wibracje i odczucia samych siebie niż pozostali ludzie I ona była w stanie wyczuć te drobne różnice.

Usiadła przy barze na jednym z wysokich stylowych i funkcjonalnych krzeseł barowych, rozglądając się po wnętrzu klubu i obserwując dziwnie atrakcyjnie wyglądających wampirów, którzy tak jak i wystrój lokalu mieli klasę. Popijali oni drogie drinki, rozmawiali, flirtowali ze sobą i kołysali się w rytm muzyki zupełnie jak ludzie.

Mężczyzna stojący za barem, którego twarz miała dość pospolite, przeciętne I niewyróżniające się się niczym szczególnym rysy, była wręcz nieciekawa, okolona była czupryną rozrzuconych w nieładzie kręconych, czarnych włosów. Opadały mu one niedbale na czoło, tuż nad brązowymi oczami, których spojrzenie było rozumne i głębokie, a przy tym odznaczało się wyjątkową łagodnością. Jeden niesforny kosmyk z lewej skroni opadł mu na czoło, prawie do końca nosa, nadając jego twarzy chłopięcy bezbronny wygląd. Barman zagadnął do niej na moment i zasugerował wysuwając nieco plastikowe chowane kły, które wyglądały tak realistycznie że sprawiały wrażenie prawdziwych, że obsłuży ją z przyjemnością. Był ubrany w ciemnoszare spodnie jeansowe i koszulę w kratę z podwiniętymi rękawami, odsłaniającymi umięśnione ręce.

Przyglądała im się przez moment w zamyśleniu wbijając we nie nieobecne spojrzenie i przez chwilę przyglądała się im w zamyśleniu. Gdy bardziej skupiła się zobaczyła planszę krwiobiegu na jego skórze, od wewnątrz – duże, pulsujące drzewo żył, w których krążyło cztery albo pięć litrów krwi. Skóra na rękach barmana była tak blada, że niemal przeźroczysta, nie zasłaniała siateczek błękitnych arterii.

I to w zupełności wystarczyło, żeby poczuła nagły atak niespodziewanego głodu: gwałtowny bolesny, silny skurcz żołądka, który zwinął się w węzeł i skurczył się gwałtownie do wielkości orzecha włoskiego, potem uderzenie kwasów o podniebienie. Ciepło, które promieniowało falami przez jej brzuch wydawało się być jak najbardziej realne. Po upływie chwili zdawało się ją parzyć coraz bardziej, jakby temperatura we wnętrzu jej ciała zwiększała się, aż w końcu przerodziło się w straszliwe uczucie gorąca.

– Witaj – powiedział. — Tembr jego głosu był zupełnie naturalny, niski i aksamitny, delikatny i wygodny dla ucha, niemalże hipnotyzujący, lecz całkowicie nie pasujący do jego postury. – Co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu?

– Ten klub jest naprawdę boski – powiedziała, uśmiechając się do niego lekko i zalotnie I mając przy tym nadzieję, że jej górne trójki pozostały krótkie, proste I nie zdradzały żadnych dentystycznych anomalii, usiłując przekrzyczeć wszechobecny hałas, który nieco ranił jej delikatne uszy I nie pozwalał się skupić. – Nie mogę uwierzyć, że jeszcze nigdy wcześniej tu nie byłam.

— Jesteś tutaj z twoimi przyjaciółmi?

— Nie — Nadia pokręciła przecząco głową — Jestem tutaj zupełnie sama.

Nadia złożyła zamówienie na swój bezalkoholowy drink o nazwie Tropikalna Fantazja, przyglądając się badawczo gablotce zastawionej podgrzaną Świnką Krwinką — świńską krwią, I Szkarłatnym Nektarem — szpitalną paczkowaną krwią, ale nie chciała wzbudzać żadnych podejrzeń, więc się na nie nie zdecydowała, pomimo tego, że czuła przejmujący głód, który domagał się zaspokojenia – burczało jej w brzuchu co było spowodowane skurczami mięśni żołądka, odczuwała silny ból, poczucie osłabienia, zmęczenia I rozdrażnienia. Dokuczał jej także pulsujący ból głowy, a także miała trudności I problemy z koncentracją oraz utrzymaniem uwagi.

Przyglądała się jak barman przygotowuje zamówiony przez nią napój – patrzyła jak bierze wysoką szklankę i wypełnia ją lodem. Potem wlewa şok ananasowy mający stanowić pierwszą warstwę, następnie delikatnie wlewa sok pomarańczowy na sok ananasowy, używając tylnej części łyżki, aby sok wlewał się powoli i tworzył oddzielną warstwę. Na sam koniec dodał sok z granatu, wlewając go równie delikatnie, jak sok pomarańczowy.

— Więc przyszłaś tutaj, ponieważ pragniesz umrzeć?

— A co to za idiotyczne pytanie? — żachnęła się, teatralnie unosząc jedną idealnie wydepilowaną I wyskubaną brew — Czy ja wyglądam na kogoś kto chce umrzeć?

Już miała mu przygotować w odpowiedzi ciętą ripostę, że przecież już jest martwa — i to od całych dwóch dni — ale w porę zdołała ugryźć się we język I powstrzymać od takiego komentarza.

— Ty może i nie — Odparł  — Ale każdy, kto tutaj przychodzi, w jakiejś mierze tego pragnie – powiedział z przekonaniem. Sądząc po tonie z jakim wypowiadał te słowa, najwidoczniej uważał to za rzecz oczywistą. – Właśnie tym przecież są wampiry. Śmiercią.

🩸Rozdział 1🩸

Przez kilka pierwszych nocy po przemianie, odkąd Nadia po raz pierwszy obudziła się jako wampirzyca, była wyjątkowo niespokojna, skołowana i podenerwowana. Miała problemy z zapadnięciem w sen, co prawie nigdy się jej nie zdarzało, ale teraz przewracała się z boku na bok, kręciła się i wierciła w łóżku nie mogąc znaleźć komfortowej pozycji w której mogłaby wreszcie odpocząć. Wciąż panowała głęboka noc, a świecące, czerwone liczby cyfrowego zegara stojącego na szafce nocnej wskazywały, że było już dobrze po pierwszej w nocy.

 

Czuła pod cienką, delikatną i pękniętą skorupką świadomości ogromny ciężar własnego ciała, a gdy jej powieki wreszcie same opadły, udało się jej zapaść w płytki męczący, przerywany sen, który wcale nie przyniósł jej ukojenia. Nie spała jednak długo, bo obudziła się zgrzana i zlana potem, z sercem podchodzącym do gardła, bijącym mocno szybko i gwałtownie. To wszystko przez dręczące ją od tych dwóch dni koszmary, w których pojawiały się sterty ludzkich zwłok, bladych trupów, z których wyssano całą krew. Ukazywały się też twarze najbliższych jej osób, które znała i kochała, ale były one potwornie zniekształcone, ohydne – o czarnych oczodołach i nieludzkich rysach, wykrzywione w jakimś potwornym drapieżnym grymasie.

 

Intensywnie rozmyślała o tym co wydarzyło się w ciągu tych kilku minionych dni i przez to mimowolnie wróciła myślami do ostatnich chwil swojego ludzkiego życia, próbując przypomnieć sobie moment, w którym została napadnięta przez niezidentyfikowanego napastnika. Odtwarzała w głowie to mentalne wideo, a przez jej umysł przewijały się urywki wspomnień, będące chaotycznymi fragmentami składającymi się z wielu obrazów, w których panował panował niezły chaos, bałagan i trudno było z nich cokolwiek wywnioskować.

 

Te przypadkowe niejasne i wyblakłe jak materiał pozostawiony na słońcu przez lata, wspomnienia roiły się gdzieś na krawędzi jej krawędzi jej umysłu i spowijała je gęsta mgła. Równie dobrze równie dobrze mogły być niczym innym jak tylko sennym majakiem, ale stale do niej nadal powracały i sprawiały, że nie mogła się ani trochę uspokoić. Nieustannie powracało do niej zwłaszcza jedno wyjątkowo niejasne wspomnienie — jej napastnika, przez co jej myśli pełne niezrozumiałego niepokoju i przepełnione lękiem, błądziły po głowie bez celu, niczym ślepiec zamknięty w labiryncie bez wyjścia.

 

Spróbowała się skupić i uchwycić dłońmi tych kilka ulotnych obrazów, wyselekcjonowanych wspomnień, które miała i przypomnieć sobie chwilę ataku. Nie pamiętała wszystkich szczegółów, zupełnie jakby ktoś wyczyścił jej pamięć i pozbawił ją tych nieprzyjemnych bolesnych i przerażających wspomnień. Z drugiej strony pamiętała wystarczająco dużo, aby być wręcz zszokowaną faktem, że w ogóle udało się jej przeżyć.

 

Udało się jej przypomnieć sobie, że zanim ją dopadł i chcąc ją pochwycić, niespodziewanie uderzył w tors. Zanim jednak dziewczyna zwalona z nóg przewróciła się na ziemię, usłyszała jego skradające się kroki, przytłumione przez trawę. Zbliżył się do niej cicho i niemalże bezszelestnie, niczym polujący drapieżnik zbliżający się do swojej ofiary, by zadać decydujący, ostateczny, śmiertelny cios. Zdołała jedynie unieść ręce do góry, w obronnym geście, kiedy coś niespodziewanie uderzyło ją w tors, zwalając z nóg i przewracając na ziemię.

 

Cios zadany przez oprawcę był wyjątkowo potężny, toteż ogłuszona straciła równowagę i upadła na brzuch, twarzą skierowaną do dołu, w niewielkim stopniu amortyzując upadek rękami. Niemal paraliżujący i odbierający zdolność racjonalnego analizowania strach sprawił, że jej serce przyspieszyło rytm i zabiło mocniej, a oddech uwiązł w gardle. Płuca palące niczym ogień nie pozwoliły na zaczerpnięcie choćby płytkiego oddechu, wobec tego jakiś czas leżała nieruchomo, kompletnie milcząca i bezradna.

Wydała z siebie cichy, z trudem powstrzymywany pisk, gdy czyjaś dłoń chwyciła ją za długie lśniące włosy, skręcając je niczym powróz i gwałtownym szarpnięciem odchyliła głowę w bok. W chwili gdy dłoń zaległa na jej ustach, poczuła piekący ból na twarzy i krzyknęła, gdy ostro zakończony szpon wbił jej się w policzek, głęboko aż do samej kości upuszczając strużkę krwi. Zaraz potem poczuła ostry, piekący ból w okolicy szyi przypominający użądlenie osy, który narastał coraz bardziej. Miała wrażenie że ktoś gryzie ją w kark; ostre zęby przecięły skórę i poczuła krew spływającą po piersiach z przerażającą szybkością. Rozerwał jej skórę i mięśnie z brutalną gwałtownością wygłodniałego zwierzęcia, ale nie miał czasu na pożywienie się, bo nagle i bez żadnego ostrzeżenia przestał pić, odskoczył od niej, a potem zaczął uciekać między budynkami, jakby ktoś lub coś go spłoszyło.

 

♠️♠️♠️

 

Zupełnie nie pamiętała chwili, w której obudziła się powoli, niepewna co ją zaniepokoiło i wyrwało gwałtownie z płytkiego i nerwowego snu, w który zapadła dopiero wtedy, kiedy zbliżał się blady świt. Momentowi przebudzenia się towarzyszyły emocje takie jak zaskoczenie i zagubienie mieszające się z dezorientacją, bo początkowo nie potrafila przypomnieć sobie, gdzie się znajdowała, jak tutaj trafiła, ani co działo się z nią wcześniej. Była świadoma tylko tego, że leżała w łóżku szczelnie okryta miękkim i puszystym kocem, opierając głowę, która wydawała się dziwnie ciężka, niczym ołów na mokrej od łez przesiąkniętej na wylot poduszce.

 

Wzrok miała utkwiony w pomalowanym na biało suficie, ozdobionym bardzo wyszukanymi rozetami i grymsami pomalowanymi na kontrastowy kolor. Niebieski kolor jej oczu był piękny, ale były one matowe, jakby martwe, zastygłe, pozbawione życia. Źrenice miała natomiast tak rozszerzone mieszaniną strachu i zdziwienia, że tęczówki były niemal niewidoczne.

Malutki podbródek rysował się ostrą linią na wystającej szczęce; drobne zęby – białe, równe i przytknięty do nich język, widoczne były zza lekko rozchylonych sinawych warg. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała; oddychała szybko i płytko jakby była zasapana, a w skroniach pulsował tępy ból będący zapowiedzią migreny.

 

Całe jej ciało domagało się wypoczynku i regeneracji, ale z drugiej strony wyrażało potrzebę, której nie zrealizuje, gdy będzie leżała w łóżku. Nie wiedziała do końca, czego domagają się jej komórki, zaledwie przeczuwała pragnienie, które musiała zaspokoić natychmiast. Nawet gdyby udało jej się zignorować zachciankę ciała (choć z góry zakładała porażkę), zostawały jeszcze niezaspokojone potrzeby poznawcze. Najbardziej męczył ją brak czegoś do picia – miała wrażenie, że spuchnięty język ledwo mieści się w ustach, gardło miała szorstkie jak kora drzewa i z coraz większym trudem przełykała ślinę. Poza tym dokuczała jej męcząca swędząca pustka w żołądku i dziwne uczucie głodu, który z minuty na minutę rósł coraz bardziej.

 

W tej chwili leżała bez ruchu kilkadziesiąt minut, otulona smutkiem, który czuła gdzieś w głębi duszy, gdy rozmyślała nad swoją niepewną przyszłością, która rysowała się przed nią w czarnych barwach i wyjątkowo beznadziejną oraz nieciekawą sytuacją, w której się znalazła.