♠️ ROZDZIAŁ 1♠️

Fang Club był w tej okolicy popularnym barem zarówno wśród ludzi jak i wampirów. Był nowoczesnym budynkiem parterowym z częściowym poddaszem, wymurowanym z czerwonej cegły. Mieścił się w podmiejskim centrum handlowym średniej wielkości miasteczka przy ulicy Cichej blisko salonu obuwniczego, sklepu z branży modowej i drogerii. O tak późnej porze pasaż handlowy był już zamknięty na cztery spusty za wyjątkiem baru. Nazwę lokalu wypisano na krzykliwym, czerwonym neonie znajdującym się tuż nad drzwiami wejściowymi, również czerwonymi, które wyróżniały się na tle stalowoszarej fasady.

„Zabrania się gryzienia w obrębie lokalu. Po dotarciu na parking należy niezwłocznie odjechać” – Przeczytała na głos jeden ze dwóch znaków ostrzegawczych wyróżniających się żółtym tłem oraz występującą koloru czerwonego obwódką, których zadaniem było zadaniem jest informowanie klientów baru o potencjalnym niebezpieczeństwie i zastosowaniu zasad szczególnej ostrożności. – Po prostu świetnie, wręcz doskonale – skomentowała. – Zapowiada się wyjątkowo udana noc

Nadia biorąc sobie ostrzeżenia umieszczone Na znakach ostrzegawczych do serca I traktując je jak najbardziej poważnie, nieco ostrożnym chwiejnym I niepewnym krokiem podeszła do drzwi wejściowych czując narastające podekscytowanie w brzuchu i czując zimne ukłucie w żołądku, nie będące tylko ukłuciem głodu, gdy tylko usłyszała dobiegającą ze środka lokalu głośną muzykę, która dudniła przez ściany budynku. Były to głównie popowe lub rockowo popowe piosenki, które dziewczyna znała i lubiła I były one grane w najpopularniejszych rozgłośniach radiowych w całej Polsce.

Dziewczyna udała się na koniec krótkiej kolejki, żeby kupić bilet wstępu, który miał jej umożliwić wejście i po chwili weszła w rytmiczne dudnienie wolnych basowych bitów, które miały wystarczająco dużo mocy aby przyprawić ją o palpitacje serca i wprawić je w wibracje. Światła były oczywiście przygaszone, dostosowane do czułego wampirzego wzroku, i podczas gdy muzyka była ogłuszająco głośna I hałaśliwa, wystrój był elegancki, utrzymany w odcieniach szarości, czerni i czerwieni.

Bar był na otwartym planie z wieloma stołami i kilkoma małymi scenami dla tancerzy wampirów, a przy ścianach ustawione były czerwone loże, a przed nimi stoły. Maleńkie lampy oświetlały stoły i odbijały się w lustrach, nadając klubowi wygląd kafejek, a mały, ale całkowicie zapełniony, parkiet taneczny, znajdował się w tylnej części pomieszczenia.

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie.” — pomyślała sobie Nadia, rozglądając się z zaciekawieniem I lekkim zdumieniem po wnętrzu klubu, ale nie wnętrze czy oświetlenie wydało się jej niezwykłe niezwykłe, co ludzie, którzy byli klientami tego miejsca. Nadia wiedziała, że niektórzy z nich byli wampirami – przy tym nie była do końca pewna skąd była tego świadoma – być może podpowiadał jej to instynkt drapieżnika jakaś mroczna część jej natury, o której istnieniu do tej pory nie miała pojęcia. Mieli oni po prostu inne wibracje i odczucia samych siebie niż pozostali ludzie I ona była w stanie wyczuć te drobne różnice.

Usiadła przy barze na jednym z wysokich stylowych i funkcjonalnych krzeseł barowych, rozglądając się po wnętrzu klubu i obserwując dziwnie atrakcyjnie wyglądających wampirów, którzy tak jak i wystrój lokalu mieli klasę. Popijali oni drogie drinki, rozmawiali, flirtowali ze sobą i kołysali się w rytm muzyki zupełnie jak ludzie.

Mężczyzna stojący za barem, którego twarz miała dość pospolite, przeciętne I niewyróżniające się się niczym szczególnym rysy, była wręcz nieciekawa, okolona była czupryną rozrzuconych w nieładzie kręconych, czarnych włosów. Opadały mu one niedbale na czoło, tuż nad brązowymi oczami, których spojrzenie było rozumne i głębokie, a przy tym odznaczało się wyjątkową łagodnością. Jeden niesforny kosmyk z lewej skroni opadł mu na czoło, prawie do końca nosa, nadając jego twarzy chłopięcy bezbronny wygląd. Barman zagadnął do niej na moment i zasugerował wysuwając nieco plastikowe chowane kły, które wyglądały tak realistycznie że sprawiały wrażenie prawdziwych, że obsłuży ją z przyjemnością. Był ubrany w ciemnoszare spodnie jeansowe i koszulę w kratę z podwiniętymi rękawami, odsłaniającymi umięśnione ręce.

Przyglądała im się przez moment w zamyśleniu wbijając we nie nieobecne spojrzenie i przez chwilę przyglądała się im w zamyśleniu. Gdy bardziej skupiła się zobaczyła planszę krwiobiegu na jego skórze, od wewnątrz – duże, pulsujące drzewo żył, w których krążyło cztery albo pięć litrów krwi. Skóra na rękach barmana była tak blada, że niemal przeźroczysta, nie zasłaniała siateczek błękitnych arterii.

I to w zupełności wystarczyło, żeby poczuła nagły atak niespodziewanego głodu: gwałtowny bolesny, silny skurcz żołądka, który zwinął się w węzeł i skurczył się gwałtownie do wielkości orzecha włoskiego, potem uderzenie kwasów o podniebienie. Ciepło, które promieniowało falami przez jej brzuch wydawało się być jak najbardziej realne. Po upływie chwili zdawało się ją parzyć coraz bardziej, jakby temperatura we wnętrzu jej ciała zwiększała się, aż w końcu przerodziło się w straszliwe uczucie gorąca.

– Witaj – powiedział. — Tembr jego głosu był zupełnie naturalny, niski i aksamitny, delikatny i wygodny dla ucha, niemalże hipnotyzujący, lecz całkowicie nie pasujący do jego postury. – Co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu?

– Ten klub jest naprawdę boski – powiedziała, uśmiechając się do niego lekko i zalotnie I mając przy tym nadzieję, że jej górne trójki pozostały krótkie, proste I nie zdradzały żadnych dentystycznych anomalii, usiłując przekrzyczeć wszechobecny hałas, który nieco ranił jej delikatne uszy I nie pozwalał się skupić. – Nie mogę uwierzyć, że jeszcze nigdy wcześniej tu nie byłam.

— Jesteś tutaj z twoimi przyjaciółmi?

— Nie — Nadia pokręciła przecząco głową — Jestem tutaj zupełnie sama.

Nadia złożyła zamówienie na swój bezalkoholowy drink o nazwie Tropikalna Fantazja, przyglądając się badawczo gablotce zastawionej podgrzaną Świnką Krwinką — świńską krwią, I Szkarłatnym Nektarem — szpitalną paczkowaną krwią, ale nie chciała wzbudzać żadnych podejrzeń, więc się na nie nie zdecydowała, pomimo tego, że czuła przejmujący głód, który domagał się zaspokojenia – burczało jej w brzuchu co było spowodowane skurczami mięśni żołądka, odczuwała silny ból, poczucie osłabienia, zmęczenia I rozdrażnienia. Dokuczał jej także pulsujący ból głowy, a także miała trudności I problemy z koncentracją oraz utrzymaniem uwagi.

Przyglądała się jak barman przygotowuje zamówiony przez nią napój – patrzyła jak bierze wysoką szklankę i wypełnia ją lodem. Potem wlewa şok ananasowy mający stanowić pierwszą warstwę, następnie delikatnie wlewa sok pomarańczowy na sok ananasowy, używając tylnej części łyżki, aby sok wlewał się powoli i tworzył oddzielną warstwę. Na sam koniec dodał sok z granatu, wlewając go równie delikatnie, jak sok pomarańczowy.

— Więc przyszłaś tutaj, ponieważ pragniesz umrzeć?

— A co to za idiotyczne pytanie? — żachnęła się, teatralnie unosząc jedną idealnie wydepilowaną I wyskubaną brew — Czy ja wyglądam na kogoś kto chce umrzeć?

Już miała mu przygotować w odpowiedzi ciętą ripostę, że przecież już jest martwa — i to od całych dwóch dni — ale w porę zdołała ugryźć się we język I powstrzymać od takiego komentarza.

— Ty może i nie — Odparł  — Ale każdy, kto tutaj przychodzi, w jakiejś mierze tego pragnie – powiedział z przekonaniem. Sądząc po tonie z jakim wypowiadał te słowa, najwidoczniej uważał to za rzecz oczywistą. – Właśnie tym przecież są wampiry. Śmiercią.