Archives październik 2025

🩸Rozdział 2🩸

Jeden utwór się skończył, a drugi zaczął natychmiastowo i gdy pierwsze takty rapu mieszającego się z hiphopem i elektroniką rozbrzmiały w klubie wypiła kilka łyków swojego przyjemnie lodowato zimnego napoju i żądna tańca ruszyła na parkiet. Brnęła  przez ten ścisk, znalazła lukę w tłumie markowo I elegancko ubranych ciał i tańczyła. Ruszała się, kołysała biodrami i ramionami, nie przejmując się tym, że wyglądała, jakby miała jakiś atak, tylko pozwoliła muzyce porwać ją, pochłonąć, wyrzucić z jej umysłu niepokoje na czas szalejącego syntezatora. 

Została na parkiecie w trakcie tego utworu i następnego, i następnego, zanim przecisnęła się przez ciała na krótką przerwę, żeby usiąść, odpocząć trochę i się napić. Mieszała lodem w szklance, patrząc na tancerzy, którzy zatrzymali się drżąc między utworami, czekając na sygnał, żeby znów zacząć taniec, krzyczeli radośnie i zaczęli przepychać się kolejny raz w rytm muzyki, gdy nagle usłyszała pytanie:

— To jest dobry kawałek, nie sądzisz? 

Obejrzała się zdziwiona widząc uśmiechniętego młodego  chłopaka, z ramieniem rozciągniętym wzdłuż oparcia za jej plecami. Miał zmierzwione blond włosy delikatnie kręcone, które lekko okalały ścięte kości policzkowe i silną szczękę. Ubrany w koszulkę bez rękawów i dopasowane jeansy wyglądał przystojnie, ale to przez co był przystojny to jego oczy, które skupiały uwagę. Miał lśniące, nakrapiane zielone oczy, dość okrągłe i dominujące w twarzy, na pozór neutralne, ale biła z nich łagodna ciekawość. Przyglądał się jej  zza długich, czarnych rzęs, uwodzicielsko skrytym wzrokiem. 

— To jest bardzo dobry kawałek. — odpowiedziała, skończywszy lustrować  wzrokiem jego wygląd, który był efektywny dla wampira i chcąc ukryć srebrzenie się tęczówek swoich oczu z podniecenia, zwróciła głowę w kierunku parkietu, na którym ciała wirowały w rytm muzyki w delikatnej poświacie różowych neonów. — Ludzie wydają się to lubić.

Przytaknął jej krótkim skinieniem głowy.

— Tak właśnie jest. — Uśmiechnął się do niej łagodnie i dał jej tym samym pełen widok na jego oczy. Nie były one całkowicie zielone, ale coś w rodzaju butelkowej zieleni, nakrapiane, które wyglądały jakby pożyczył je sobie z cudzej twarzy. — Ale ty nie tańczysz.

Nadia podejrzewała, że taki kolor jego oczu nie był spowodowany tym, że chłopak nosił kolorowe szkła kontaktowe. Przed przemianą jego oczy musiały mieć zielony kolor, natomiast po przemianie w wampira ich kolor nie zmienił się całkowicie, ale stał się bogatszy, bardziej nasycony I wyrazisty, dzięki zmodyfikowaniu komórek pigmentowych  w tęczówce. 

Nadia zauważyła to u siebie Jej oczy – niegdyś blade, zwyczajnie niebieskie – teraz miały znacznie ciemniejszy głębszy I nasycony kolor granatu przypominający  odcieniem polne chabry rosnące na łące.

– Postanowiłam zrobić sobie chwilę przerwy i trochę odpocząć. Byłam na parkiecie przez prawie godzinę i zaczynają boleć mnie stopy – powiedziała mu, praktycznie krzycząc, żeby być pewną, że słyszy ją mimo tej pulsującej, hałaśliwej i głośnej muzyki. 

– Lubisz tańczyć, co? – Przysiadł się do stolika przy którym siedziała, zajmując miejsce naprzeciwko niej. 

– Jakoś sobie radzę w tej kwestii – zdając sobie sprawę, jak to musiało zabrzmieć, machnęła ręką w powietrzu – To znaczy, chciałam przez to powiedzieć, że lubię tańczyć. 

– Już zamierzałem uwierzyć ci na słowo – Roześmiał się, ukazując przy tym rząd równych, zadbanych I równych zębów I postawił butelkę na stole. – Czy mógłbym kupić ci drinka? 

Uniosła szklankę z połową swojego bezalkoholowego napoju, wzięła mały łyk I uśmiechnęła się lekko do chłopaka. 

– Dziękuję, ale w ogóle nie piję alkoholu. Jestem abstynentką z wyboru.

– Jaka szkoda – Skinął głową i upił łyk napoju, który jak sądziła Nadia był piwem I postukał paznokciem w butelkę. – Ale nie mówię o alkoholu. 

– Wiesz, że jestem wampirem? – zapytała cicho, niemalże szeptem, unosząc pytająco brwi. 

– Oczywiście. Wszystkie wampiry tutaj to wiedzą. Chociaż musisz być nowo zmieniona, bo prawie nie czuć twojego zapachu. 

Szybkie spojrzenie wokół klubu potwierdziło Jej  podejrzenia, ujawniając więcej niż kilka kobiet i mężczyzn, których wzrok był przykuty do stolika przy którym siedziała. 

– Jestem nieumarłym chodzącym pijącym krew demonem od… – zrobiła krótką, dramatyczną pauzę, jakby zastanawiala się co powinna mu odpowiedzieć – Od jakiegoś czasu. 

– I jak ci się podoba bycie tym nieumarłym pijącym krew demonem – kącik jego ust drgnął we ledwie widocznym I zauważalnym uśmiechu – to znaczy wampirem? 

– Chcesz, żebym była z tobą szczera? 

– Chcę, żebyś była szczera, aż do bólu. 

– Czuję się, jakbym zaraz miała oszaleć. – wyznała we końcu z rozbrajającą szczerością, próbując się otworzyć i mając nadzieję, że może zrozumie przez co przechodziła. – Zupełnie nie rozumiem tego, co się ze mną dzieje. 

– Tak, wiem jak to jest – zgodził się z nią, krótko kiwając głową. Kiedy ja zostałem przemieniony i obudziłem się jako wampir, też w ogóle tego nie rozumiałem. 

– Mam w sobie wszystkie te impulsy i pragnienia, których zupełnie nie rozumiem, stale czuję głód i myślę tylko o  ludzkiej krwi. Nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. To kompletnie chore i popieprzone. 

– To część procesu przemiany i jest zupełnie normalne. Nie masz powodu do obaw. – uspokoił ją, kłafąc dłoń na jej ramieniu i przysunął się bliżej, tym ruchem wysyłał iskry wzdłuż skóry I to uczucie było bardzo przyjemne – Wszystko powinno się uspokoić w ciągu najbliższych kilku tygodni. Dlaczego w ogóle zdecydowałaś się zostać wampirem? 

– W ogóle się na to nie zdecydowałam. – Upiła łyk swojego bezalkoholowego koktajlu, ale to nie tego płynu pragnęło I potrzebowało Jej ciało. 

–To interesujące. Wyjaśnij mi to – zażądał. 

 – Chodzi mi o to, że ja w ogóle nie pisałam się na to całe wampirze łajno, w którym teraz się znalazłam. Nie chciałam tego. 

– Nie chciałaś? – zapytał, mrużąc oczy. 

– Nie chciałam być żadnym chodzącym pijącym krew demonem, wampirem czy czymkolwiek teraz jestem. Całkiem niedawno zostałam przemieniona bez mojej wiedzy i zgody 

– W jakich okolicznościach do tego doszło, jeśli mogę zapytać? Niektórzy z nas uważają przemianę za brak klasy. 

– Tego już niestety nie wiem – Ciepłe słone I wielkie niczym grochy, Łzy same cisnęły jej się do oczu i płynęły rzewnym strumieniem po jej bladych I pozbawionych koloru policzkach niczym krople deszczu po szybie – Niewiele pamiętam z tego co się ze mną działo zaledwie kilka dni temu. – Wytarła łzy splywające po policzkach serwetką którą wzięła ze stojaka ze stali nierdzewnej stojącego na stoliku. – Nawet teraz posiadam tylko garstkę niewyraznych wspomnień. – Odtwarzała w głowie to mentalne wideo, a przez jej umysł przewijały się urywki  wspomnień, będące chaotycznymi fragmentami składającymi się z wielu obrazów, w których panował panował niezły chaos, bałagan i trudno było z nich cokolwiek wywnioskować. 

Te przypadkowe niejasne i wyblakłe jak materiał pozostawiony na słońcu przez lata, wspomnienia roiły się gdzieś na krawędzi jej krawędzi jej umysłu i spowijała je gęsta mgła. Równie dobrze równie dobrze  mogły być niczym innym jak tylko sennym majakiem, ale stale do niej nadal powracały i sprawiały, że nie mogła się ani trochę uspokoić. – Sama jestem sobie winna. 

– Naprawdę mi przykro, że ciebie to spotkało – powiedział. – To co ci się przydarzyło to nie była twoja wina. 

– Dziękuję –  powiedziała głosem tak ochrypłym słabym I łamiącym się od gwałtownego I nagłego ataku płaczu, ze był on ledwie słyszalny i z  trudem go poznała – Przepraszam za to że rozpłakałam się przy tobie niczym małe dziecko. 

– Nic nie szkodzi. – uśmiechnął się do niej łagodnie. – Naprawdę. 

– Nawet ci się nie przedstawiłam i nie powiedziałam jak mam na imię. To niegrzeczne z mojej strony. 

– Zakładam że to chyba ważna informacja. – powiedział w zamyśleniu

– Mam na imię Nadia. 

– Ładne imię dla ładnej dziewczyny – wymruczał, biorąc jej prawą dłoń i składając na niej delikatny pocałunek, który był niczym muśnięcie skrzydeł motyla na skórze. Jego szmaragdowe oczy zaiskrzyły się I zapulsowały srebrem przy brzegach. Kącik  ust  chłopaka wygiął się ku górze w chłopięcy, nieprzyzwoicie atrakcyjnym I niewinnym  uśmiechu, przez który serce Nadii na krótką chwilę zgubiło właściwy rytm, zabiło znacznie szybciej i wywinęło fikołka. 

–  Martwej dziewczyny – dodała nagle, niby od niechcenia, niespodziewanie rozbawiona własnym żartem, biorąc łyk własnego koktajlu. – A ty jesteś? 

– Mam na imię Samuel – Uśmiechnął się do niej łagodnie, gorąco i przyjaźnie. 

– Ładne imię dla ładnego chłopaka – powiedziała biorąc kilka ostatnich łyków swojego koktajlu, uśmiechając się delikatnie i zalotnie 

– Martwego chłopaka – zgodził się mrugając do niej porozumiewawczo I pokazując kła, na co ona zaśmiała się krótko, dźwięcznie i serdecznie. Lekko nachylił się ku niej, zwilżył dolną wargę koniuszkiem języka, potem przesunął palcem wskazującym po linii jej żuchwy, czym wysyłał przyjemne dreszcze płynące wzdłuż jej kręgosłupa. Jego twarz znajdowała się niebezpiecznie blisko niej, a Nadia nieoczekiwanie poczuła nieodpartą potrzebę, żeby go pocałować i przekonać się, jaki smak miały jego usta. Wstał z miejsca na którym jeszcze przed chwilą siedział i wyciągnął rękę w jej kierunku, na co Nadia pytająco uniosła brwi – Skoro już oboje jesteśmy martwi, to wydaje mi się, że powinniśmy ze sobą zatańczyć. 

– O nie, nie – zaprotestowała, próbując jakoś się wykręcić. – Kiedy tańczę z kimś w parze, to potykam się o własne nogi, a moja koordynacja ruchowa woła o pomstę do nieba. 

– W takim razie witam w klubie – zaśmiał się cicho, nerwowo. – Czy zechciałabyś ze mną zatańczyć w parze i potykać się o własne nogi? To tylko jeden taniec, więc daj mi się namówić. 

– Dobrze – powiedziała z roziskrzonymi srebrem oczami, więc wstała i złapała jego dłoń. Splótł ich dłonie I poprowadził ją na parkiet taneczny znajdując dla nich wolne miejsce w tłumie. Odwrócił się do niej, uniósł jej ręce wokół swojej szyi, położył swoje dłonie na jej biodrach i zaczął poruszać się w idealnej harmonii z muzyką. 

Dlaczego wampiry ujawniły się ludziom?

Dlaczego wampiry ujawniły się i wybrały pokojowe współistnienie
Przez wieki wampiry żyły w cieniu, budząc strach i będąc obiektem polowań ze strony ludzi. O ich istnieniu szeptano w folklorze, obwiniano za zaginięcia i zgony, ale nigdy otwarcie się do tego nie przyznawano. Ta tajemnica była zarówno mechanizmem obronnym, jak i koniecznością – ujawnienie często oznaczało zagładę. Jednak współczesność przyniosła wyzwania, które sprawiły, że utrzymanie tajemnicy stało się coraz trudniejsze: kamery bezpieczeństwa, kryminalistyka i komunikacja masowa zaczęły podważać anonimowość, na której polegały wampiry.

Przełom nastąpił wraz z dwoma rewolucyjnymi odkryciami:

 

1. Utworzenie regulowanych banków krwi, które zapewniały legalne, sterylne źródło ludzkiej krwi – nie polegające już na zabijaniu lub przemienianiu niechcianych ofiar.

 

2. Odkrycie, że krew świńska od prosiąt poniżej szóstego miesiąca życia może częściowo podtrzymywać wampiry, oferując zwierzęcą alternatywę w sytuacjach kryzysowych lub jako suplement diety.

 

 Nowy świt dla wampirów

Przez wieki wampiry były ukrytymi drapieżnikami ludzkości – stworzeniami z mitów i koszmarów, które grasowały w cieniach. Ich istnienie było starannie ukrywane, podtrzymywane przez potajemne polowania i pojedyncze incydenty, które podsycały legendy szeptane przy ogniskach i w zakurzonych tomach. Ludzie bezlitośnie na nie polowali, gdy tylko podejrzewano ich obecność, kierując się strachem przed tym, czego nie byli w stanie zrozumieć. Wampiry z kolei stały się ekspertami w unikaniu, manipulacji i przetrwaniu.

Ale świat się zmienił.

Wynalezienie banków krwi w połowie XX wieku, w połączeniu z postępem nauki i globalnymi sieciami komunikacyjnymi, sprawiło, że utrzymanie tajemnicy stało się coraz bardziej niemożliwe. Kamery monitoringu, kryminalistyka i współczesna policja stanowiły zagrożenia, których wampiry nie mogły pokonać w nieskończoność. Ukrywanie się w ciemnościach nie było już realną strategią.
Potem nastąpiły dwa odkrycia, które zmieniły losy wampirów:

Krew w workach szpitalnych („Szkarłatna Czysta Krew”): Czysta, przetworzona ludzka krew udostępniana masowo, umożliwiająca wampirom legalny i dyskretny dostęp do pożywienia bez zabijania.

 

Substytut Krwi Prosięcej („Świnka Krwinka”): Tymczasowa, choć niedoskonała, alternatywa pochodząca od prosiąt poniżej szóstego miesiąca życia, zdolna do podtrzymywania życia wampirów przez krótki czas.

 

Dzięki tym nowym zasobom wyłoniła się radykalna wizja: integracja zamiast izolacji.

 

Na czele postępowych frakcji elity wampirów stoi organ zarządzający znany jako Karmazynowa Rada, który opracował monumentalną strategię znaną jako Wielkie Objawienie

Wampiry wyszły na światło dzienne – mówiąc obrazowo – przyznając się ludzkości do swojego istnienia i proponując nowy porządek świata: pokojowe współistnienie, wspierane etycznymi praktykami żywieniowymi i ścisłą samoregulacją.
Ich przesłanie było proste, ale głębokie:

„Nie musimy już być waszymi potworami. Możemy być waszymi sąsiadami, sojusznikami, waszą przyszłością”.

 

Dzięki starannie kontrolowanym kampaniom medialnym, negocjacjom politycznym i tworzeniu instytucji takich jak banki krwi i firmy sprzątające (wampiry odpowiedzialne za usuwanie wszelkich „niefortunnych zdarzeń”), społeczność wampirów przekonała ludzkość, że nie stanowią poważnego zagrożenia.
W opinii publicznej wampiry stały się mniej mitycznymi drapieżnikami, a bardziej zmarginalizowaną mniejszością: tajemniczą, potężną, ale ostatecznie dającą się kontrolować – o ile przestrzegano zasad.

♠️ ROZDZIAŁ 1♠️

Fang Club był w tej okolicy popularnym barem zarówno wśród ludzi jak i wampirów. Był nowoczesnym budynkiem parterowym z częściowym poddaszem, wymurowanym z czerwonej cegły. Mieścił się w podmiejskim centrum handlowym średniej wielkości miasteczka przy ulicy Cichej blisko salonu obuwniczego, sklepu z branży modowej i drogerii. O tak późnej porze pasaż handlowy był już zamknięty na cztery spusty za wyjątkiem baru. Nazwę lokalu wypisano na krzykliwym, czerwonym neonie znajdującym się tuż nad drzwiami wejściowymi, również czerwonymi, które wyróżniały się na tle stalowoszarej fasady.

„Zabrania się gryzienia w obrębie lokalu. Po dotarciu na parking należy niezwłocznie odjechać” – Przeczytała na głos jeden ze dwóch znaków ostrzegawczych wyróżniających się żółtym tłem oraz występującą koloru czerwonego obwódką, których zadaniem było zadaniem jest informowanie klientów baru o potencjalnym niebezpieczeństwie i zastosowaniu zasad szczególnej ostrożności. – Po prostu świetnie, wręcz doskonale – skomentowała. – Zapowiada się wyjątkowo udana noc

Nadia biorąc sobie ostrzeżenia umieszczone Na znakach ostrzegawczych do serca I traktując je jak najbardziej poważnie, nieco ostrożnym chwiejnym I niepewnym krokiem podeszła do drzwi wejściowych czując narastające podekscytowanie w brzuchu i czując zimne ukłucie w żołądku, nie będące tylko ukłuciem głodu, gdy tylko usłyszała dobiegającą ze środka lokalu głośną muzykę, która dudniła przez ściany budynku. Były to głównie popowe lub rockowo popowe piosenki, które dziewczyna znała i lubiła I były one grane w najpopularniejszych rozgłośniach radiowych w całej Polsce.

Dziewczyna udała się na koniec krótkiej kolejki, żeby kupić bilet wstępu, który miał jej umożliwić wejście i po chwili weszła w rytmiczne dudnienie wolnych basowych bitów, które miały wystarczająco dużo mocy aby przyprawić ją o palpitacje serca i wprawić je w wibracje. Światła były oczywiście przygaszone, dostosowane do czułego wampirzego wzroku, i podczas gdy muzyka była ogłuszająco głośna I hałaśliwa, wystrój był elegancki, utrzymany w odcieniach szarości, czerni i czerwieni.

Bar był na otwartym planie z wieloma stołami i kilkoma małymi scenami dla tancerzy wampirów, a przy ścianach ustawione były czerwone loże, a przed nimi stoły. Maleńkie lampy oświetlały stoły i odbijały się w lustrach, nadając klubowi wygląd kafejek, a mały, ale całkowicie zapełniony, parkiet taneczny, znajdował się w tylnej części pomieszczenia.

Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie.” — pomyślała sobie Nadia, rozglądając się z zaciekawieniem I lekkim zdumieniem po wnętrzu klubu, ale nie wnętrze czy oświetlenie wydało się jej niezwykłe niezwykłe, co ludzie, którzy byli klientami tego miejsca. Nadia wiedziała, że niektórzy z nich byli wampirami – przy tym nie była do końca pewna skąd była tego świadoma – być może podpowiadał jej to instynkt drapieżnika jakaś mroczna część jej natury, o której istnieniu do tej pory nie miała pojęcia. Mieli oni po prostu inne wibracje i odczucia samych siebie niż pozostali ludzie I ona była w stanie wyczuć te drobne różnice.

Usiadła przy barze na jednym z wysokich stylowych i funkcjonalnych krzeseł barowych, rozglądając się po wnętrzu klubu i obserwując dziwnie atrakcyjnie wyglądających wampirów, którzy tak jak i wystrój lokalu mieli klasę. Popijali oni drogie drinki, rozmawiali, flirtowali ze sobą i kołysali się w rytm muzyki zupełnie jak ludzie.

Mężczyzna stojący za barem, którego twarz miała dość pospolite, przeciętne I niewyróżniające się się niczym szczególnym rysy, była wręcz nieciekawa, okolona była czupryną rozrzuconych w nieładzie kręconych, czarnych włosów. Opadały mu one niedbale na czoło, tuż nad brązowymi oczami, których spojrzenie było rozumne i głębokie, a przy tym odznaczało się wyjątkową łagodnością. Jeden niesforny kosmyk z lewej skroni opadł mu na czoło, prawie do końca nosa, nadając jego twarzy chłopięcy bezbronny wygląd. Barman zagadnął do niej na moment i zasugerował wysuwając nieco plastikowe chowane kły, które wyglądały tak realistycznie że sprawiały wrażenie prawdziwych, że obsłuży ją z przyjemnością. Był ubrany w ciemnoszare spodnie jeansowe i koszulę w kratę z podwiniętymi rękawami, odsłaniającymi umięśnione ręce.

Przyglądała im się przez moment w zamyśleniu wbijając we nie nieobecne spojrzenie i przez chwilę przyglądała się im w zamyśleniu. Gdy bardziej skupiła się zobaczyła planszę krwiobiegu na jego skórze, od wewnątrz – duże, pulsujące drzewo żył, w których krążyło cztery albo pięć litrów krwi. Skóra na rękach barmana była tak blada, że niemal przeźroczysta, nie zasłaniała siateczek błękitnych arterii.

I to w zupełności wystarczyło, żeby poczuła nagły atak niespodziewanego głodu: gwałtowny bolesny, silny skurcz żołądka, który zwinął się w węzeł i skurczył się gwałtownie do wielkości orzecha włoskiego, potem uderzenie kwasów o podniebienie. Ciepło, które promieniowało falami przez jej brzuch wydawało się być jak najbardziej realne. Po upływie chwili zdawało się ją parzyć coraz bardziej, jakby temperatura we wnętrzu jej ciała zwiększała się, aż w końcu przerodziło się w straszliwe uczucie gorąca.

– Witaj – powiedział. — Tembr jego głosu był zupełnie naturalny, niski i aksamitny, delikatny i wygodny dla ucha, niemalże hipnotyzujący, lecz całkowicie nie pasujący do jego postury. – Co taka dziewczyna jak ty robi w takim miejscu?

– Ten klub jest naprawdę boski – powiedziała, uśmiechając się do niego lekko i zalotnie I mając przy tym nadzieję, że jej górne trójki pozostały krótkie, proste I nie zdradzały żadnych dentystycznych anomalii, usiłując przekrzyczeć wszechobecny hałas, który nieco ranił jej delikatne uszy I nie pozwalał się skupić. – Nie mogę uwierzyć, że jeszcze nigdy wcześniej tu nie byłam.

— Jesteś tutaj z twoimi przyjaciółmi?

— Nie — Nadia pokręciła przecząco głową — Jestem tutaj zupełnie sama.

Nadia złożyła zamówienie na swój bezalkoholowy drink o nazwie Tropikalna Fantazja, przyglądając się badawczo gablotce zastawionej podgrzaną Świnką Krwinką — świńską krwią, I Szkarłatnym Nektarem — szpitalną paczkowaną krwią, ale nie chciała wzbudzać żadnych podejrzeń, więc się na nie nie zdecydowała, pomimo tego, że czuła przejmujący głód, który domagał się zaspokojenia – burczało jej w brzuchu co było spowodowane skurczami mięśni żołądka, odczuwała silny ból, poczucie osłabienia, zmęczenia I rozdrażnienia. Dokuczał jej także pulsujący ból głowy, a także miała trudności I problemy z koncentracją oraz utrzymaniem uwagi.

Przyglądała się jak barman przygotowuje zamówiony przez nią napój – patrzyła jak bierze wysoką szklankę i wypełnia ją lodem. Potem wlewa şok ananasowy mający stanowić pierwszą warstwę, następnie delikatnie wlewa sok pomarańczowy na sok ananasowy, używając tylnej części łyżki, aby sok wlewał się powoli i tworzył oddzielną warstwę. Na sam koniec dodał sok z granatu, wlewając go równie delikatnie, jak sok pomarańczowy.

— Więc przyszłaś tutaj, ponieważ pragniesz umrzeć?

— A co to za idiotyczne pytanie? — żachnęła się, teatralnie unosząc jedną idealnie wydepilowaną I wyskubaną brew — Czy ja wyglądam na kogoś kto chce umrzeć?

Już miała mu przygotować w odpowiedzi ciętą ripostę, że przecież już jest martwa — i to od całych dwóch dni — ale w porę zdołała ugryźć się we język I powstrzymać od takiego komentarza.

— Ty może i nie — Odparł  — Ale każdy, kto tutaj przychodzi, w jakiejś mierze tego pragnie – powiedział z przekonaniem. Sądząc po tonie z jakim wypowiadał te słowa, najwidoczniej uważał to za rzecz oczywistą. – Właśnie tym przecież są wampiry. Śmiercią.

🩸Rozdział 1🩸

Przez kilka pierwszych nocy po przemianie, odkąd Nadia po raz pierwszy obudziła się jako wampirzyca, była wyjątkowo niespokojna, skołowana i podenerwowana. Miała problemy z zapadnięciem w sen, co prawie nigdy się jej nie zdarzało, ale teraz przewracała się z boku na bok, kręciła się i wierciła w łóżku nie mogąc znaleźć komfortowej pozycji w której mogłaby wreszcie odpocząć. Wciąż panowała głęboka noc, a świecące, czerwone liczby cyfrowego zegara stojącego na szafce nocnej wskazywały, że było już dobrze po pierwszej w nocy.

 

Czuła pod cienką, delikatną i pękniętą skorupką świadomości ogromny ciężar własnego ciała, a gdy jej powieki wreszcie same opadły, udało się jej zapaść w płytki męczący, przerywany sen, który wcale nie przyniósł jej ukojenia. Nie spała jednak długo, bo obudziła się zgrzana i zlana potem, z sercem podchodzącym do gardła, bijącym mocno szybko i gwałtownie. To wszystko przez dręczące ją od tych dwóch dni koszmary, w których pojawiały się sterty ludzkich zwłok, bladych trupów, z których wyssano całą krew. Ukazywały się też twarze najbliższych jej osób, które znała i kochała, ale były one potwornie zniekształcone, ohydne – o czarnych oczodołach i nieludzkich rysach, wykrzywione w jakimś potwornym drapieżnym grymasie.

 

Intensywnie rozmyślała o tym co wydarzyło się w ciągu tych kilku minionych dni i przez to mimowolnie wróciła myślami do ostatnich chwil swojego ludzkiego życia, próbując przypomnieć sobie moment, w którym została napadnięta przez niezidentyfikowanego napastnika. Odtwarzała w głowie to mentalne wideo, a przez jej umysł przewijały się urywki wspomnień, będące chaotycznymi fragmentami składającymi się z wielu obrazów, w których panował panował niezły chaos, bałagan i trudno było z nich cokolwiek wywnioskować.

 

Te przypadkowe niejasne i wyblakłe jak materiał pozostawiony na słońcu przez lata, wspomnienia roiły się gdzieś na krawędzi jej krawędzi jej umysłu i spowijała je gęsta mgła. Równie dobrze równie dobrze mogły być niczym innym jak tylko sennym majakiem, ale stale do niej nadal powracały i sprawiały, że nie mogła się ani trochę uspokoić. Nieustannie powracało do niej zwłaszcza jedno wyjątkowo niejasne wspomnienie — jej napastnika, przez co jej myśli pełne niezrozumiałego niepokoju i przepełnione lękiem, błądziły po głowie bez celu, niczym ślepiec zamknięty w labiryncie bez wyjścia.

 

Spróbowała się skupić i uchwycić dłońmi tych kilka ulotnych obrazów, wyselekcjonowanych wspomnień, które miała i przypomnieć sobie chwilę ataku. Nie pamiętała wszystkich szczegółów, zupełnie jakby ktoś wyczyścił jej pamięć i pozbawił ją tych nieprzyjemnych bolesnych i przerażających wspomnień. Z drugiej strony pamiętała wystarczająco dużo, aby być wręcz zszokowaną faktem, że w ogóle udało się jej przeżyć.

 

Udało się jej przypomnieć sobie, że zanim ją dopadł i chcąc ją pochwycić, niespodziewanie uderzył w tors. Zanim jednak dziewczyna zwalona z nóg przewróciła się na ziemię, usłyszała jego skradające się kroki, przytłumione przez trawę. Zbliżył się do niej cicho i niemalże bezszelestnie, niczym polujący drapieżnik zbliżający się do swojej ofiary, by zadać decydujący, ostateczny, śmiertelny cios. Zdołała jedynie unieść ręce do góry, w obronnym geście, kiedy coś niespodziewanie uderzyło ją w tors, zwalając z nóg i przewracając na ziemię.

 

Cios zadany przez oprawcę był wyjątkowo potężny, toteż ogłuszona straciła równowagę i upadła na brzuch, twarzą skierowaną do dołu, w niewielkim stopniu amortyzując upadek rękami. Niemal paraliżujący i odbierający zdolność racjonalnego analizowania strach sprawił, że jej serce przyspieszyło rytm i zabiło mocniej, a oddech uwiązł w gardle. Płuca palące niczym ogień nie pozwoliły na zaczerpnięcie choćby płytkiego oddechu, wobec tego jakiś czas leżała nieruchomo, kompletnie milcząca i bezradna.

Wydała z siebie cichy, z trudem powstrzymywany pisk, gdy czyjaś dłoń chwyciła ją za długie lśniące włosy, skręcając je niczym powróz i gwałtownym szarpnięciem odchyliła głowę w bok. W chwili gdy dłoń zaległa na jej ustach, poczuła piekący ból na twarzy i krzyknęła, gdy ostro zakończony szpon wbił jej się w policzek, głęboko aż do samej kości upuszczając strużkę krwi. Zaraz potem poczuła ostry, piekący ból w okolicy szyi przypominający użądlenie osy, który narastał coraz bardziej. Miała wrażenie że ktoś gryzie ją w kark; ostre zęby przecięły skórę i poczuła krew spływającą po piersiach z przerażającą szybkością. Rozerwał jej skórę i mięśnie z brutalną gwałtownością wygłodniałego zwierzęcia, ale nie miał czasu na pożywienie się, bo nagle i bez żadnego ostrzeżenia przestał pić, odskoczył od niej, a potem zaczął uciekać między budynkami, jakby ktoś lub coś go spłoszyło.

 

♠️♠️♠️

 

Zupełnie nie pamiętała chwili, w której obudziła się powoli, niepewna co ją zaniepokoiło i wyrwało gwałtownie z płytkiego i nerwowego snu, w który zapadła dopiero wtedy, kiedy zbliżał się blady świt. Momentowi przebudzenia się towarzyszyły emocje takie jak zaskoczenie i zagubienie mieszające się z dezorientacją, bo początkowo nie potrafila przypomnieć sobie, gdzie się znajdowała, jak tutaj trafiła, ani co działo się z nią wcześniej. Była świadoma tylko tego, że leżała w łóżku szczelnie okryta miękkim i puszystym kocem, opierając głowę, która wydawała się dziwnie ciężka, niczym ołów na mokrej od łez przesiąkniętej na wylot poduszce.

 

Wzrok miała utkwiony w pomalowanym na biało suficie, ozdobionym bardzo wyszukanymi rozetami i grymsami pomalowanymi na kontrastowy kolor. Niebieski kolor jej oczu był piękny, ale były one matowe, jakby martwe, zastygłe, pozbawione życia. Źrenice miała natomiast tak rozszerzone mieszaniną strachu i zdziwienia, że tęczówki były niemal niewidoczne.

Malutki podbródek rysował się ostrą linią na wystającej szczęce; drobne zęby – białe, równe i przytknięty do nich język, widoczne były zza lekko rozchylonych sinawych warg. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała; oddychała szybko i płytko jakby była zasapana, a w skroniach pulsował tępy ból będący zapowiedzią migreny.

 

Całe jej ciało domagało się wypoczynku i regeneracji, ale z drugiej strony wyrażało potrzebę, której nie zrealizuje, gdy będzie leżała w łóżku. Nie wiedziała do końca, czego domagają się jej komórki, zaledwie przeczuwała pragnienie, które musiała zaspokoić natychmiast. Nawet gdyby udało jej się zignorować zachciankę ciała (choć z góry zakładała porażkę), zostawały jeszcze niezaspokojone potrzeby poznawcze. Najbardziej męczył ją brak czegoś do picia – miała wrażenie, że spuchnięty język ledwo mieści się w ustach, gardło miała szorstkie jak kora drzewa i z coraz większym trudem przełykała ślinę. Poza tym dokuczała jej męcząca swędząca pustka w żołądku i dziwne uczucie głodu, który z minuty na minutę rósł coraz bardziej.

 

W tej chwili leżała bez ruchu kilkadziesiąt minut, otulona smutkiem, który czuła gdzieś w głębi duszy, gdy rozmyślała nad swoją niepewną przyszłością, która rysowała się przed nią w czarnych barwach i wyjątkowo beznadziejną oraz nieciekawą sytuacją, w której się znalazła.