🩸ROZDZIAŁ 5🩸
Myśli kotłujące się w jej głowie były wyjątkowo niejasne, mętne i mało klarowne, koncentrowały się jedynie na wyjątkowo nieprzyjemnym, bolesnym pieczeniu w przełyku i okolicy mostka, oraz męczącej, swędzącej pustce w żołądku. – Czy chciałabyś stąd wyjść na zewnątrz, żeby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza? – zaproponował, zabierając dłonie z jej twarzy. Nie powinnaś tu być, bo zatłoczone miejsca takie jak to, jeszcze bardziej utrudniają ci utrzymanie kontroli.
– Ale ja naprawdę czuję się dobrze. Nic mi nie jest – zapewniła go. Chcąc go uspokoić posłała mu krzywy i słaby uśmiech, który nie sięgał jej oczu, ale za to w pełnej krasie ukazywał jej obnażone kły, które nadal nie pozostawały schowane i wyglądały dość upiornie.
– Naprawdę?
– Mmm hmm. – Pokiwała głową.
– Nie odczuwasz żadnego bólu głowy? Twój żołądek nie zaciska się z głodu? Nie czujesz się oszołomiona, niespokojna ani zrzędliwa, jakby ktoś spojrzał na ciebie w niewłaściwy sposób, a ty mogłabyś po prostu oderwać mu głowę?
Bolały ją korzenie zębów, dziąsła nadal dotkliwie swędziały, a szczękę przeszył dotkliwy spazm. Ból jaki spowodowały cofające się kły, był co prawda krótkotrwały, ale na tyle intensywny, że prawie w jej oczach pojawiły się łzy kiedy jej nowe psie zęby z niemałym wysiłkiem cofnęły z dźwiękiem przywodzącym na myśl kliknięcie i zniknęły w dziąsłach.
Nadia bezwiednie przyłożyła dłoń do brzucha, I zebrała w sobie wszystkie siły, jakie miała, starając się nie koncentrować na bólu, który rozlewał się falami po całym jej ciele wraz z każdym oddechem, który zaczerpnęła. Przez jedno głuche uderzenienie jej serca, zmieniającego tętno i bijącego tak szybko, jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej, ból zmienił już swój charakter. Teraz stał się ostry i palący oraz zdawał się promieniować już nie z żołądka, ale z każdej cząstki ciała, jakby wszystkie zakończenia nerwów stanęły w ogniu i spalały się.
– Czy mógłbyś, proszę przestać? Już samo to, że słyszę te wokół mnie wszystkie bijące serca i czuję zapach krwi, sprawia, że mam ochotę urwać tym ludziom głowy i napić się ciepłej, słodkiej I gęstej krwi prosto z wnętrza ich ciał.
Chociaż po upływie kilkunastu sekund tortury nie zelżały ani odrobinę – wręcz przeciwnie, stały się jeszcze silniejsze, zaczęła rozwijać w sobie nową zwiększoną wrażliwość, dzięki której dawało się ocenić każdy przenikający jej żyły płomień z osobna. We wnętrzu szalejącego w niej pożaru usłyszała nagle rytm pulsu i uświadomiła sobie z lekkim opóźnieniem, że znalazła swoje serce – akurat w takiej chwili, że zaraz gorzko tego pożałowała.
– Właśnie dokładnie o tym mówię. Chcesz wiedzieć, jak to się nazywa? To się nazywa GŁÓD i będzie się tylko pogarszać z każdą minutą, w której będziesz udawać, że cię nie kontroluje.
– Tylko co to w ogóle znaczy?
– Czy przedtem, jak tutaj przyszłaś, do tego klubu, pożywiłaś się? – zapytał Samuel przyglądając się jej uważnie. – To bardzo ważne pytanie, więc chcę żebyś mi na nie szczerze odpowiedziała.
Nadia gromadząc całą siłę jaką w sobie miała gwałtownie wciągnęła powietrze przez nos, gdyż zabrakło jej tchu, a następnie odsunęła się od niego.
Nadal mogła czuć głód czający się tuż pod powierzchnią skóry, zdający się tętnić i pulsować w wargach, skroniach i żyłach, czekający aby urosnąć. Ukryta w niej wampirzyca przechadzała się po jej ciele Nadia czuła ją we krwi wrzącej w jej żyłach. Wibrowała w pulsie uderzającym gwałtownie i sercu, które waliło jak oszalałe, nienasycone, tłukło się próbując się jej przeciwstawić.
– Pożywiłam? – Ale… Ja chyba nie rozumiem o co ci chodzi – odparła wyraźnie skonfundowana, o czym świadczyły zmieszanie, skołowanie i zagubienie słyszalne w jej głosie. – Czym dokładnie pożywiłam?
– Mam na myśli to, czy piłaś już ludzką krew? Jeśli jej nie dostaniesz, będzie ci jej brakowało, aż do fizycznego bólu.
– Jestem wampirem dopiero od kilku dni – powiedziała, zwilżyła spierzchnięte usta językiem, ale to nie przyniosło jej żadnej ulgi. – Przez ten czas próbowałam pić szpitalną krew w torebkach, do czego zachęcał mnie mój, pożal się Boże, Mistrz, jak kazał mi się nazywać.
– A ty to robiłaś, jak mniemam?
– Raczej próbowałam to robić – powiedziała z głosem zabarwionym lekkim wstydem, rumieniąc się od niechcenia aż po uszy. — Mój kochany Mistrzunio kazał mi wypijać do dwóch litrów paczkowanej ludzkiej krwi dziennie, żebym uniknęła gwałtownych napadów głodu. Ale ja stale jestem głodna. Nie potrafię tego kontrolować.
– Pierwszy Głód pojawia się zwykle po dwóch, może góra trzech dniach od przemiany – wyjaśnił krótko sucho I rzeczowo. Jego szmaragdowe oczy przybrały stalowy odcień, więc Nadia przypuszczała, że czas rozmawiania, flirtu i dalszego poznawania się, co obejmowało wymianę śliny poprzez pocałunki właśnie dobiegł końca. – Ile dokładnie czasu minęło od twojej przemiany?
Miała złe przeczucia, co do jego reakcji na jej odpowiedź, ale mimo wszystko powiedziała niepewnie.
– Dwa dni. W każdym razie nie wiem, nie noszę przy sobie zegarka. Dlaczego w ogóle o to pytasz?
Na moment zapanowała cisza, ale zaraz potem padło pytanie:
– Jesteś wampirem dopiero od dwóch dni? Czy ty mówisz poważnie?
– A czy fakt, że jestem wampirem dopiero od dwóch dni stanowi jakiś problem?
– Jak się tu dostałaś? Do tego klubu? Jak się tu dostałaś?
Nie czekając na jej odpowiedź chwycił ją za rękę i szarpał przez tańczących wokół nich ludzi, chcąc ją zabrać z daleka od parkietu. Kiedy znaleźli się już we właściwym klubie, poprowadził ją do jej stolika, przy którym wcześniej siedziała i zmusił ją żeby usiadła na miejscu.
– Zadałem Ci pytanie. Pytałem, jak się tu dostałaś.
– A czy to ma jakieś znaczenie w tej sytuacji?
– Owszem ma.
– Kupiłam bilet wstępu, który miał mi umożliwić wejście do klubu, a potem weszłam przez drzwi frontowe, jak wszyscy inni. Czy nie możesz mi po prostu powiedzieć o co chodzi? Czy zrobiłam, albo powiedziałam coś nie tak?
– Musisz stąd jak najszybciej wyjść – powiedział Samuel. – Oprócz wampirów mamy tu też ludzi i nie pozwalamy tutaj przebywać wampirom poniżej pierwszego miesiąca życia bez nadzoru ich Mistrzów. Czy twój Mistrz jest tutaj teraz z tobą?
– Nie – Pokręciła przecząco głową – Jestem tutaj zupełnie sama. On nie ma pojęcia, że tutaj jestem, bo wymknęłam się z domu pod jego nieobecność. – Samuel nie spuszczał z niej wzroku, gdy sięgnęła po swoją torebkę listonoszkę, przerzuciła ją przez ramię, a potem wstała z miejsca na którym siedziała. Przyszykowała się do wyjścia, z zamiarem opuszczenia klubu. – Słuchaj, Samuelu – powiedziała – ja naprawdę nie wiem i nie rozumiem w czym jest problem, ale ochroniarz stojący przy drzwiach wejściowych bez najmniejszego problemu wpuścił mnie do środka.
– To nie zmienia faktu, że w ogóle nie powinno cię być. Musisz stąd wyjść Nie chcemy narażać nikogo z naszych ludzi, a ty jako młody, niedoświadczony I przede wszystkim głodny wampir stanowisz zagrożenie, nie tylko dla siebie, ale dla nas wszystkich, zarówno ludzi jak i wampirów
Ton jego głosu, sposób w jaki wypowiadał te słowa, sprawił, że Nadia poczuła nieoczekiwaną złość, najpierw będącą niczym innym jak tylko nieprzyjemnym chłodnym, lodowato zimnym ukłuciem w zupełnie pustym żołądku. I ta złość rosła w niej w zastraszająco szybkim tempie, rozkwitała i pędziła przez całe jej ciało, rozlewając po nim przyjemne ciepło, które docierało aż do jej palców u stóp.
Rozkoszowała się tym uczuciem, które okazało się być absolutnie przepyszne, ale zupełnie nieoczekiwanie stało się ono oddzielone – jak gdyby to nie był jej gniew, tylko gniew we wnętrzu jej ciała. Pomyślała sobie, że złość, którą w tej chwili odczuwała wcale nie należały do niej, tylko do jej wewnętrznej wampirzycy, która jakimś sposobem była od niej oddzielona. Niezależnie od źródła to było przenikające, silne i przerażające. Czuła jak we krwi płynącej w jej żyłach zaczyna buzować adrenalina, co zmusiło wampirzycę, która w niej była ukryta do ujawnienia się po raz pierwszy.
Jej górna warga uniosła się, jak u zwierzęcia, które szykowało się do ataku, odsłaniając drapieżne w swej białości zęby. Nadia ostrzegawczo obnażyła kły, pierś ścisnął zbierający się w niej dźwięk, a wtedy powietrze wydostało się zza jej zaciśniętych zębów z złowrogim sykiem godnym roju pszczół. Zasyczała niczym wściekły kot gniewnie, zjadliwie i ostrzegawczo, a potem odezwała się niskim sztucznym, ochrypłym zmienionym głosem, który zdawał się nie naleźeć do niej:
– Czy ty masz do mnie jakiś problem?
I wtedy poczuła jak zaczyna dziać się z nią coś dziwnego, jak zachodzi w niej jakaś nagła przemiana. W ciągu jednej chwili rysy jej twarzy stały się surowsze, twardsze, bardziej drapieżne i wyrazistsze. Na jej czole i okolicy szyi pojawiły się widoczne niebieskie żyły, które były bardzo nabrzmiałe i bolesne. Tęczówki jej oczu zrobiły się srebrne, natomiast białka całkowicie czarne, a źrenice miała znacznie większe. Rozszerzone naczynka krwionośne charakteryzujące się żywą, czerwonawą barwą, które kurczyły się i rozszerzały wskutek działania czynników takich jak ciepło i zimno, podczas gdy krew przepływała przez nie mocno, pojawiły się pod jej oczami.
Były one widoczne gołym okiem tuż pod powierzchnią skóry, co wyglądało dość upiornie i w dodatku nieestetycznie. Krew w jej żyłach wrzała, puls uderzał gwałtownie, jej serce waliło jak oszalałe, nienasycone, tłukło się i sprzeciwiało temu silnemu uczuciu i miała wrażenie, że lada chwila połamie jej żebra.
Leave a Reply