🩸ROZDZIAŁ 4🩸

 – Samuel – wymówiła jego imię ledwie słyszalnym szeptem. Jej głos, drżący z przejęcia i tłumionych w środku emocji, był tak zmieniony ochrypły i zdławiony, że sama ledwie go poznała.

 

Wpatrywała się niebieskimi oczami, które wydawały się matowe, jakby martwe, zastygłe, pozbawione życia w jego przeciętną bladą, szczupłą twarz. Okolona ona była czupryną rozrzuconych w nieładzie kręconych, blond włosów, które opadały mu one niedbale na czoło, tuż nad niesamowicie zielonymi oczami. Jeden niesforny kosmyk z lewej skroni opadł mu na czoło, prawie do końca nosa, nadając jego twarzy chłopięcy bezbronny wygląd. Przesunęła wzrokiem odkrytego pod odpiętym, górnym guzikiem jego flanelowej koszuli ciała, po mocno zarysowanej linii szczęki. 

 

Nadia w pewnej chwili przyłapała się na tym, że intensywnie wpatrywała się w jego szyję pełnym łakomstwa spojrzeniem. Mogłaby nawet przysiąc, że dosłownie widziała żyły i tętnice w jego skórze, a także przepływającą przez nie krew. Nie umiała tego wyjaśnić w racjonalny sposób, być może zostały jej podane leki o jakichś cudownych leczniczych właściwościach i to dlatego… Dobry Boże. To muszą być jakieś silne narkotyki, przemknęło jej słabo przez myśl. Czyżby znajdowała się pod wpływem nielegalnych substancji?

 

Zastanawiając się nad kwestią, nad tym czy została odurzona jakimiś nielegalnymi substancjami, zatrzymała spojrzenie na tym ciepłym punkcie na bladej szyi wampira, w miejscu gdzie pulsowała mała niezwykle kusząco wyglądająca żyłka, a ciśnienie tętna było najwyższe.

 

Zupełnie nieoczekiwanie ten wysoki jasnowłosy chłopak skojarzył się jej z dużym, wyjątkowo apetycznym krwistym stekiem, który mogłaby zjeść nawet w całości. Ta myśl zniknęła w jej głowie równie szybko jak się pojawiła, ale sprawiła, że ponownie poczuła bolesny skurcz żołądka i uderzenie kwasów o podniebienie.

 

Czuła się dziwnie spragniona, męczył ją brak czegoś do picia – miała wrażenie, że spuchnięty język ledwo mieści się w ustach, a gardło było podrażnione, bardzo obolałe. Szorstkie jak kora drzewa i suche jak pieprz, dosłownie wyschnięte na wiór tak, że z coraz większym trudem mogła przełykać słodką, gęstą ślinę, która napływała jej do ust.

 

Zamiast na pragnieniu, spróbowała skupić się na oddychaniu, na braniu spokojnych wdechów i wydechów, co nie było wcale takie łatwe. Chociaż w jej gardle nic nie zalegało, to miała wrażenie, że było ściśnięte i czymś zatkane, jakby znajdowało się tam jakieś ciało obce. W krtani pojawiło się uczucie zalegania śluzu, mocne pieczenie i drapanie. Silny ból promieniował z krtani w dół i w górę – eksplodował obejmując całą czaszkę niczym imadło i naciskał z taką siłą, jakby za chwilę miała wybuchnąć.

 

Była świadoma tego, że odczuwała silny głód, który palił jej wnętrzności i wręcz ją oszałamiał. I wtedy dotarło do niej, że swój ostatni pełnowartościowy posiłek zjadła dwa dni temu. . Z jednej strony chciała się temu przeciwstawić więc próbowała z tym walczyć, z drugiej natomiast chciała jak najdłużej rozkoszować się tym uczuciem.

 

Nie myśląc o konsekwencjach tego czynu delikatnie i ostrożnie musnęła wargami skórę na jego szyi, drażniąc się z nim. Samuel stał w miejscu spokojnie, uległo i nieruchomo niczym statua, podczas gdy piosenka zmieniła się na znacznie szybszy, dużo mocniejszy utwór, a ciała poruszały się wokół nich. 

 

Przechylił tylko lekko głowę na bok tym samym bardziej odsłonił szyję, dając jej lepszy dostęp. Pozostał jednak zadziwiająco bierny i nie poruszył się nawet wtedy, gdy zachęcona tym gestem dziewczyna wydając z siebie cichy, pełen zadowolenia dźwięk przypominający mruczenie najedzonego kota, zacisnęła dłonie w jego pasie.

 

Mogła usłyszeć przepływ krwi w jego żyłach znajdujących się zaledwie kilka milimetrów pod naciskiem jej ostrych niczym małe igiełki zębów. Końcówki włosów delikatnie łaskotały jej policzki, kiedy potarła zębami jego skórę, nie przekłuwając jej, ale wystarczająco, żeby dać do zrozumienia, czego od niego chciała.

 

– Samuel – powtórzyła jego imię, tym razem jako zaproszenie, obietnicę. – Jej kończyny rozluźniły się, chociaż ciało wzywało, żeby zanurzyć się w to, rozkoszować się tym, ale podeszła do ognia wystarczająco blisko, gdy ignorując jego protesty,  składała na jego szyi delikatne pocałunki – Jestem taka głodna, a ty pachniesz tak dobrze i słodko, jak wiosenny bez, że mogłabym cię zjeść nawet w całości. 

 

– Nadio,  rozumiem do czego zmierzasz i czego ode mnie chcesz, ale ja naprawdę nie mogę tego zrobić – O Boże, jego głos był gruby, jakby można było go dotknąć, a zarazem naturalny, niski i aksamitny, kiedy muskała wargami linię wzdłuż jego szyi. 

 

– Czego nie możesz zrobić, Samuelu? – zapytała cicho, pomiędzy pocałunkami. To pytanie sprawiło, że na krótką chwilę przestała ustami błądzić po jego szyi, próbując odnaleźć tętnicę szyjną i odważyła się na niego spojrzeć. Przyglądał się jej prawdopodobnie zszokowany, zdezorientowany i zaskoczony szeroko otwartymi oczami, w których zobaczyła błysk srebra, będącym początkiem pragnienia, głodu, pasji i obopólnej dzielonej żądzy. Trwało to nie dłużej niż jedno uderzenie serca, po czym zaraz został zastąpiony szmaragdową zielenią, gdy odzyskał nad sobą panowanie, kontrolę i władzę. 

 

–  Nadio, posłuchaj mnie uważnie – odezwał się zmęczonym głosem, jak dziecko, które ciągle zmuszane było przez rodzica do powtarzania lekcji, której nie lubiło. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, gdy oddychał szybko, jakby był zasapany –  Wiem, że jesteś prawdopodobnie bardzo głodna, ale ja nie mogę cię nakarmić. 

 

– Nie możesz dać mi tego, czego od ciebie chcę? A to niby dlaczego? 

 

– Sam jestem głodny i nie pożywiałem się od dwóch dni, poza tym ty potrzebujesz krwi ludzkiej pochodzącej od zdrowego dawcy. Najlepiej takiego, który ma taką samą grupę krwi jak ty, a nie wampirzej. Musisz natychmiast przestać, rozumiesz? – Ton jego głosu brzmiał chłodno i rozkazująco, niczym podmuch lodowatego wiatru i na krótką chwilę sprawił, że przez ogień pobudzenia wywołanego silnym głodem oraz pragnieniem zakosztowania jego krwi ukuło ją coś zimnego i niemile widzianego. Coś co sprawiło, że na ułamek sekundy powróciła do rzeczywistości i zdała sobie sprawę z tego, przyciskała się do ciała wampira, a jej ręce zaciskały się w jego pasie. 

 

– Pozwól mi, że zadam ci bardzo ważne pytanie – odezwała się, oblizując górną wargę koniuszkiem języka. Kiedy mówiła lekko sepleniła, bo jej wargi źle się układały przez centymentrowej długości kły, które boleśnie wysunęły się z dziąseł – A co jeśli ja nie będę chciała, albo nie będę mogła przestać? Co wtedy zrobisz, Samuelu? – Wspięła się na palce, żeby móc dosięgnąć jego ust i ostrożnie go pocałować. 

 

– Nadia – powiedział jej imię cicho, nerwowo z niepewnością, potem potrząsnął głową. Następnie pochylił się ku lekko niej, ujął jej twarz w swoje dłonie, a ona mu na to pozwoliła. Patrzył na nią szeroko otwartymi szalenie wyraziście zielonymi oczami z wyrazem czystego i oczywistego pragnienia. Złote włosy okalające jego twarz nadawały mu chłopięcy, uroczo niewinny zupełnie bezbronny wygląd. – Uwierz mi że nie będziesz chciała wiedzieć, co z tobą zrobię… – Droczył się z nią złośliwie i bawił, wodząc opuszkami palców najpierw wzdłuż linii jej żuchwy, a potem ust. – Bo to co z tobą zrobię, może ci się bardzo spodobać – Jego usta tylko lekko dotknęły jej, kiedy ku jej zaskoczeniu zadowoleniu i entuzjazmowi, niespiesznie oddał ten pocałunek. – Co wtedy zrobisz, Nadio? Gdy tylko ciepłe miękkie i delikatne usta dotknęły jej warg poczuła, że ulatuje z niej życie, a jej mury obronne runęły.  Chociaż Nadia nie była typem dziewczyny, która gryzła facetów, to w tamtej  chwili nie potrafiła oprzeć się silnej pokusie zatopienia zębów w ciele. Nieoczekiwanie jednak poczuła jak pragnienie rośnie – sygnalizował to szum krwi płynącej w jej żyłach i przyspieszone bicie serca. Jej puls wzrósł gwałtownie, a ona walczyła ze sobą i ogarniającym jej ciało niezaspokojonym głodem.  Myśli kotłujące się w jej głowie były wyjątkowo niejasne, mętne i mało klarowne, koncentrowały się jedynie na wyjątkowo nieprzyjemnym, bolesnym pieczeniu w przełyku i okolicy mostka, oraz  męczącej, swędzącej pustce w żołądku.