🩸Rozdział 3🩸

Kiedy z nią tańczył nie próbował komplikować kroków – nie wykonywał żadnych szybkich, gwałtownych I nagłych obrotów, które miały być demonstracją jego sprawności. Jedynie poruszał swoimi biodrami przy jej patrząc na nią z dziwnym półuśmiechem na ustach. Gdy muzyka znów się zmieniła, na jakiś znacznie szybszy utwór, którego Nadia  nigdy przedtem nie słyszała, a on obrócił ją wokół własnej osi, ze śmiechem, czym nachylił się ku niej. Przez krótką chwilę sądziła, że może zechce ją pocałować i uchyliła się. Zamiast tego powiedział z ustami blisko jej ucha:

– Dziękuję, że jednak mi nie odmówiłaś i zgodziłaś się ze mną zatańczyć. Gdybyś to zrobiła, musiałbym chyłkiem się z klubu mojego Mistrza i obejść się smakiem poznania najładniejszej dziewczyny w całym Fang Clubie. 

—  Jestem absolutnie pewna, że dobrze zniósłbyś fakt mojej odmowy, bo mimo wszystko jesteś dużym i silnym  wampirzym chłopcem. 

– Jakoś nie wydawałaś się być pod wrażeniem bycia jak to określiłaś “dużym i silnym wampirzym chłopcem” – zrobił palcami znak cudzysłowu w powietrzu I  wykrzywił usta w znaczącym zawadiackim uśmiechu, co nie uszło uwadze dziewczyny. –  więc nie byłem do końca pewien, czy mam się tym reklamować. I czy mi się to udało. 

– Udało ci się – powiedziała, uśmiechając się do niego lekko, zalotnie i promiennie. – Muszę przyznać, że impreza jest naprawdę świetna, a ja wyjątkowo dobrze bawię się w towarzystwie pewnego dużego i silnego wampirzego chłopca, którego niedawno poznałam. 

– Wydaje mi się, że chyba musisz mówić o mnie – powiedział w udawanym zamyśleniu, a potem uśmiechnął się do niej gorąco, ale przy tym łagodnie i delikatnie, co Nadia również odwzajemniła uśmiechem. Była przy tym absolutnie i niezaprzeczalnie pewna, że jej blade policzki oblały się nagle nieoczekiwanym różowym rumieńcem, a chabrowe tęczówki jej oczu przybrały stalowy odcień z zalewającego ją przypływu emocji: szczęścia podekscytowania, a może nawet podniecenia. 

– Zdecydowanie muszę mówić o tobie. – zaśmiała się dźwięcznie, ale krótko i cicho, bawiąc się przez chwilę i pozwalając sobie na moment relaksu, rozluźnienia i odprężenia. Gdy już się nieco uspokoiła, dodała jak najbardziej poważnie – Najładniejszy chłopak w całym Fang Clubie. – Mrugnęła do niego porozumiewawczo, a on  wybuchnął śmiechem, odrzucając głowę do tyłu. Kiedy się już uspokoił, od czasu do czasu wstrząsany jeszcze wybuchami śmiechu, uśmiechnął się do niej serdecznie, a Nadia poczuła, jak jej serce na mniej niż sekundę zgubiło właściwy rytm i zabiło znacznie szybciej.  W tamtym momencie gdzieś w głębi siebie poczuła, że coś między nimi zaiskrzyło. Wytrąciło by to ją pewnie z  równowagi, ale obecnie czuła jedynie zadowolenie, że mogła chociaż na chwilę zapomnieć o troskach, zrelaksować się i dobrze bawić.

– A co byś zrobiła, gdyby ten najładniejszy chłopak w całym Fang Clubie poprosił o twój numer telefonu? 

– Niedawno musiałam zmienić numer telefonu do kontaktu na nowy, ale niestety nie znam go na pamięć. A pech chciał, że akurat nie mam przy sobie telefonu, więc nie mam jak go sprawdzić. Przykro mi, że muszę cię rozczarować. 

– Jaka szkoda – powiedział nie kryjąc autentycznego i nie udawanego rozczarowania słyszalnego w jego głosie – A gdybym zamiast numeru twojego telefonu poprosił o twój numer buta? 

— Poza tym, bądź ze mną szczery, Samuel.  Nie chodzi ci wcale o mój numer telefonu, buta czy czegokolwiek innego, prawda?

— Masz całkowitą i absolutną rację. — Droczył się z nią.

— Daj spokój. Jestem pewna, że znasz lepsze teksty, na które możesz poderwać dziewczynę. — stwierdziła. 

— Przejrzałaś mnie, najładniejsza dziewczyno w całym Fang Clubie. — Pociągnął delikatnie i ostrożnie za cienkie ramiączko jej sukienki, którą miała na sobie, a Nadia poczuła jak po jej kręgosłupie przebiega przyjemny dreszcz. — W takim razie co powiesz na to: Masz może ze sobą mapę? Bo zgubiłem się w błękicie twoich oczu. 

Uśmiechnęła się do niego radośnie i wesoło i szczerze, a on odwzajemnił ten gest.

— Muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem — powiedziała. — Jestem przekonana, że dzięki takim tekstom, nie możesz odpędzić się od adoratorek. 

— Nawet jeśli te adoratorki to tylko Świeżynki szukające przygody na jedną niezapomnianą i wyjątkową noc, nawet jeśli prawdopodobnie jej nie przeżyją? — zapytał poważnie, to znaczy na tyle poważnie, na ile było to w obecnej sytuacji możliwe. 

— Nawet jeśli — zgodziła się z nim. — Chociaż powiedziałabym, że bardziej żal mi Świeżynki, która musi tego słuchać.

— Auć — Syknął przez zaciśnięte zęby — To musiało mnie zaboleć. Czy ty właśnie zdałaś sobie sprawę z tego, że wbiłaś drewniany kołek ze srebrnym rdzeniem w moje serce i mnie zabiłaś? 

— Naprawdę to zrobiłam? — zapytała, nieco zaskoczona i zbita z tropu. 

Pochylił się ku niej lekko. 

— Mhm —  wymruczał tuż przy jej uchu, czuła jego ciepły oddech na swojej skórze — Naprawdę to zrobiłaś. 

Zmarszczyła czoło w skupieniu, udając że to proste stwierdzenie wymaga od niej głębokiego namysłu, a po chwili, kiedy wpatrywała się w  jego  zbyt piękne, jak na chłopaka szmaragdowo-zielone oczy, prawie tonąc w ich kolorze, powiedziała:

 — Auć. To musiało cię zaboleć. 

— Czy miałbyś coś przeciwko temu, żebym cię pocałowała w ramach przywrócenia do życia, rekompensaty i przeprosin? 

— Cóż dochodzę do wniosku — odezwał się wreszcie — że byłbym trochę rozczarowany i zawiedziony, gdybyś tego nie zrobiła.

Wsunęła dłoń w jego jedwabiście miękkie włosy, patrząc na niego bez mrugania, widziała, jak jego klatka piersiowa unosiła się i opadała. Objął dłonią jej kark i wolno przyciągnął ją do siebie, a ona nie protestowała, tylko poddała się temu ruchowi i uniosła twarz. Pochylił głowę, opuścił usta w stronę jej ust i delikatnie musnął wargami jej wargi. Zamknęła oczy, a on zrobił to samo. 

Cicho westchnęła, a potem jej dłoń prześlizgnęła się w górę, na jego ramię, i delikatnie je objęła. To był prosty i nieskomplikowany pocałunek, żadnych wpychanych do gardła języków, bardzo mało cielesnego kontaktu, poruszały się jedynie ich wargi, a dłonie poruszały się po ciele, ubraniu i włosach.

I właśnie to ze wszystkich innych momentów musiało się wydarzyć, kiedy odezwał się głód. 

Z trudem mogła złapać oddech, przed jej oczami zatańczyły czarne plamki, a sala taneczna zaczęłwirować wokół niej w zawrotnym tempie, kiedy poczuła jak nagły, gorący podmuch ognia zaczyna ogarniać jej kończyny. Jej żołądek zacisnął się z głodu, zwinął się w węzeł i skurczył się gwałtownie do wielkości orzecha włoskiego. Ból, który nagle zaczęła odczuwać był tak szybki i dojmujący, stopniem swojej intensywności niepodobny nawet do tego, jakiego doświadczyła w dzieciństwie.Gdy była małą dziewczynką, miała może dziewięć, albo dziesięć lat, przydarzył się jej niefortunny wypadek i złamała nogę, spadając z drabiny prowadzącej na strych.

Nadia nigdy czegoś podobnego nie doświadczyła, była więc zdezorientowana, bo nie miała pojęcia co takiego się z nią działo. Ciepło, które promieniowało falami przez jej brzuch wydawało się być jak najbardziej realne. Po upływie chwili zdawało się ją parzyć coraz bardziej, jakby temperatura we wnętrzu jej ciała zwiększała się, aż w końcu przerodziło się w straszliwe uczucie gorąca. Wrażenie było dokładnie takie, jakby chwyciła obiema rękami z niewłaściwej strony elektryczną prostownicę podłączoną do prądu. Jej przepona stężała, a podbrzusze przeszył piekący, dotkliwy spazm będący niczym wrząca lawa z wnętrza rozdartej ziemi. Nieprzyjemne doznanie dosłownie powaliło ją na kolana, więc musiała chwycić się ramienia Samuela, żeby móc utrzymać się na drżących i wiotkich nogach.

— Nadio, czy wszystko jest w porządku? — Głos Samuela był melodyjny i dziwnie spokojny, ale mimo to pobrzmiewała w nim wyraźna nuta niepokoju. 

Wyczuła na sobie ciężar jego pytającego spojrzenia, więc podniosła głowę i spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami, szeroko otwartymi ze zdumienia, przerażenia i strachu. Otworzyła usta, żeby mu odpowiedzieć, że wszystko w porządku, ale słowa uwiązły jej w gardle, a ze ściśniętej kurczowo krtani wydobył się tylko cichy jęk. Siłą woli zmusiła swoje wargi do poruszenia się, a pęcherzyki powietrza ułożyły się w ledwie słyszalny szept na wyschniętym jak pieprz języku. Jak przez mgłę w odcieniach szarości i czerwieni, widziała rysy jego twarzy chłodne, nieco odległe i zamazane. Pomimo tego mogła zobaczyć jakiś rodzaj dziwnego żaru, będącego początkiem głodu, gdy jego srebrne oczy badały ją, przeszywały ją wskroś, ale zaraz potem przejaśniały przygasając szybko z płynnego srebra do koloru szmaragdowego

— Coś jest nie tak… — powiedziała cicho ledwie slyszalnie, z wielkim trudem wypowiadając każde słowo. — Coś niedobrego się ze mną dzieje! wykrzyknęła otwierając szeroko oczy, w których kącikach miała łzy, wielkie jak ziarenka grochu. Trzymały się one powiek, nie chcąc spaść, ale cisnęły jej się do oczu z taką mocą, że nie była w stanie ich dłużej powstrzymać. 

Jej głos był zachrypnięty, metaliczny, prawie jakby była przeziębiona albo stąpała boso po trawie w chłodny poranek. Zacisnęła długie, smukłe palce na jego przedramieniu, i trzymała kurczowo, nie chcąc puścić, jakby to miało uchronić ją przed całkowitym ześliźnięciem się w czerń.

– Pierwszy Głód – Oznajmił Samuel. 

Stał tuż obok niej przyglądając się jej szeroko otwartymi intensywnie brązowymi oczami, w fascynujący sposób kontrastujących z jego jasną karnacją. Źrenice jego oczu były ogromne niczym pięciocentówki, a przy brzegach miały kolor topniejącej rtęci.