🩸Rozdział 1🩸
Przez kilka pierwszych nocy po przemianie, odkąd Nadia po raz pierwszy obudziła się jako wampirzyca, była wyjątkowo niespokojna, skołowana i podenerwowana. Miała problemy z zapadnięciem w sen, co prawie nigdy się jej nie zdarzało, ale teraz przewracała się z boku na bok, kręciła się i wierciła w łóżku nie mogąc znaleźć komfortowej pozycji w której mogłaby wreszcie odpocząć. Wciąż panowała głęboka noc, a świecące, czerwone liczby cyfrowego zegara stojącego na szafce nocnej wskazywały, że było już dobrze po pierwszej w nocy.
Czuła pod cienką, delikatną i pękniętą skorupką świadomości ogromny ciężar własnego ciała, a gdy jej powieki wreszcie same opadły, udało się jej zapaść w płytki męczący, przerywany sen, który wcale nie przyniósł jej ukojenia. Nie spała jednak długo, bo obudziła się zgrzana i zlana potem, z sercem podchodzącym do gardła, bijącym mocno szybko i gwałtownie. To wszystko przez dręczące ją od tych dwóch dni koszmary, w których pojawiały się sterty ludzkich zwłok, bladych trupów, z których wyssano całą krew. Ukazywały się też twarze najbliższych jej osób, które znała i kochała, ale były one potwornie zniekształcone, ohydne – o czarnych oczodołach i nieludzkich rysach, wykrzywione w jakimś potwornym drapieżnym grymasie.
Intensywnie rozmyślała o tym co wydarzyło się w ciągu tych kilku minionych dni i przez to mimowolnie wróciła myślami do ostatnich chwil swojego ludzkiego życia, próbując przypomnieć sobie moment, w którym została napadnięta przez niezidentyfikowanego napastnika. Odtwarzała w głowie to mentalne wideo, a przez jej umysł przewijały się urywki wspomnień, będące chaotycznymi fragmentami składającymi się z wielu obrazów, w których panował panował niezły chaos, bałagan i trudno było z nich cokolwiek wywnioskować.
Te przypadkowe niejasne i wyblakłe jak materiał pozostawiony na słońcu przez lata, wspomnienia roiły się gdzieś na krawędzi jej krawędzi jej umysłu i spowijała je gęsta mgła. Równie dobrze równie dobrze mogły być niczym innym jak tylko sennym majakiem, ale stale do niej nadal powracały i sprawiały, że nie mogła się ani trochę uspokoić. Nieustannie powracało do niej zwłaszcza jedno wyjątkowo niejasne wspomnienie — jej napastnika, przez co jej myśli pełne niezrozumiałego niepokoju i przepełnione lękiem, błądziły po głowie bez celu, niczym ślepiec zamknięty w labiryncie bez wyjścia.
Spróbowała się skupić i uchwycić dłońmi tych kilka ulotnych obrazów, wyselekcjonowanych wspomnień, które miała i przypomnieć sobie chwilę ataku. Nie pamiętała wszystkich szczegółów, zupełnie jakby ktoś wyczyścił jej pamięć i pozbawił ją tych nieprzyjemnych bolesnych i przerażających wspomnień. Z drugiej strony pamiętała wystarczająco dużo, aby być wręcz zszokowaną faktem, że w ogóle udało się jej przeżyć.
Udało się jej przypomnieć sobie, że zanim ją dopadł i chcąc ją pochwycić, niespodziewanie uderzył w tors. Zanim jednak dziewczyna zwalona z nóg przewróciła się na ziemię, usłyszała jego skradające się kroki, przytłumione przez trawę. Zbliżył się do niej cicho i niemalże bezszelestnie, niczym polujący drapieżnik zbliżający się do swojej ofiary, by zadać decydujący, ostateczny, śmiertelny cios. Zdołała jedynie unieść ręce do góry, w obronnym geście, kiedy coś niespodziewanie uderzyło ją w tors, zwalając z nóg i przewracając na ziemię.
Cios zadany przez oprawcę był wyjątkowo potężny, toteż ogłuszona straciła równowagę i upadła na brzuch, twarzą skierowaną do dołu, w niewielkim stopniu amortyzując upadek rękami. Niemal paraliżujący i odbierający zdolność racjonalnego analizowania strach sprawił, że jej serce przyspieszyło rytm i zabiło mocniej, a oddech uwiązł w gardle. Płuca palące niczym ogień nie pozwoliły na zaczerpnięcie choćby płytkiego oddechu, wobec tego jakiś czas leżała nieruchomo, kompletnie milcząca i bezradna.
Wydała z siebie cichy, z trudem powstrzymywany pisk, gdy czyjaś dłoń chwyciła ją za długie lśniące włosy, skręcając je niczym powróz i gwałtownym szarpnięciem odchyliła głowę w bok. W chwili gdy dłoń zaległa na jej ustach, poczuła piekący ból na twarzy i krzyknęła, gdy ostro zakończony szpon wbił jej się w policzek, głęboko aż do samej kości upuszczając strużkę krwi. Zaraz potem poczuła ostry, piekący ból w okolicy szyi przypominający użądlenie osy, który narastał coraz bardziej. Miała wrażenie że ktoś gryzie ją w kark; ostre zęby przecięły skórę i poczuła krew spływającą po piersiach z przerażającą szybkością. Rozerwał jej skórę i mięśnie z brutalną gwałtownością wygłodniałego zwierzęcia, ale nie miał czasu na pożywienie się, bo nagle i bez żadnego ostrzeżenia przestał pić, odskoczył od niej, a potem zaczął uciekać między budynkami, jakby ktoś lub coś go spłoszyło.
♠️♠️♠️
Zupełnie nie pamiętała chwili, w której obudziła się powoli, niepewna co ją zaniepokoiło i wyrwało gwałtownie z płytkiego i nerwowego snu, w który zapadła dopiero wtedy, kiedy zbliżał się blady świt. Momentowi przebudzenia się towarzyszyły emocje takie jak zaskoczenie i zagubienie mieszające się z dezorientacją, bo początkowo nie potrafila przypomnieć sobie, gdzie się znajdowała, jak tutaj trafiła, ani co działo się z nią wcześniej. Była świadoma tylko tego, że leżała w łóżku szczelnie okryta miękkim i puszystym kocem, opierając głowę, która wydawała się dziwnie ciężka, niczym ołów na mokrej od łez przesiąkniętej na wylot poduszce.
Wzrok miała utkwiony w pomalowanym na biało suficie, ozdobionym bardzo wyszukanymi rozetami i grymsami pomalowanymi na kontrastowy kolor. Niebieski kolor jej oczu był piękny, ale były one matowe, jakby martwe, zastygłe, pozbawione życia. Źrenice miała natomiast tak rozszerzone mieszaniną strachu i zdziwienia, że tęczówki były niemal niewidoczne.
Malutki podbródek rysował się ostrą linią na wystającej szczęce; drobne zęby – białe, równe i przytknięty do nich język, widoczne były zza lekko rozchylonych sinawych warg. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała; oddychała szybko i płytko jakby była zasapana, a w skroniach pulsował tępy ból będący zapowiedzią migreny.
Całe jej ciało domagało się wypoczynku i regeneracji, ale z drugiej strony wyrażało potrzebę, której nie zrealizuje, gdy będzie leżała w łóżku. Nie wiedziała do końca, czego domagają się jej komórki, zaledwie przeczuwała pragnienie, które musiała zaspokoić natychmiast. Nawet gdyby udało jej się zignorować zachciankę ciała (choć z góry zakładała porażkę), zostawały jeszcze niezaspokojone potrzeby poznawcze. Najbardziej męczył ją brak czegoś do picia – miała wrażenie, że spuchnięty język ledwo mieści się w ustach, gardło miała szorstkie jak kora drzewa i z coraz większym trudem przełykała ślinę. Poza tym dokuczała jej męcząca swędząca pustka w żołądku i dziwne uczucie głodu, który z minuty na minutę rósł coraz bardziej.
W tej chwili leżała bez ruchu kilkadziesiąt minut, otulona smutkiem, który czuła gdzieś w głębi duszy, gdy rozmyślała nad swoją niepewną przyszłością, która rysowała się przed nią w czarnych barwach i wyjątkowo beznadziejną oraz nieciekawą sytuacją, w której się znalazła.
Leave a Reply